Proza życia – brodzik nie joanna

Dzisiaj dopadła mnie proza życia.

Od miesiąca walczę z zapchanym brodzikiem.

Nie daje mi to spokoju!

Przede wszystkim wkurza to moje OCD. Nie lubię tak.

Po drugie, irytuje mnie, jak nie mogę czegoś naprawić.

Ten brodzik się zapycha od zawsze. Ale w tym sezonie to już przegięcie.

Tak, uprzedzając pytania, próbowałam zdjąć sitko, ale jest to stara technologia i nie ma sitka (za to są marmury, jak na apartamą w kurorcie przystało… huehuehue)

Tak, wiem co robię. Znam się na hydraulice. Jednak trochę ciężko mi działać z małym dzieckiem, więc czekałam, aż przyjedzie mój Mąż. Albo jak to u nas w slangu hydraulików – mój Stary.

Najpierw przemiły pan z kiosku sprowadził dla mnie kreta. Nie podziałało. Coś tam pofurczało.

W Jastarni odnalazłam sklep ze wszystkim. Old school. Mydło, powidło, farby, rury, chemikalia, jak na Jagiellońskiej.

Tam dostałam MELT’a. 20% 95% kwasu siarkowego. Kolor czarny. Zapach, jak siarkowodór.  Wyglądało obiecująco. Nawet zdjęłam okulary, żeby się oparami nie poparzyć. Jako, że mógł wejść w reakcje z niespłukanym kretem, to byłam ostrożna. I co? i Dupa.

Dym poszedł. Zafurczało już konkretnie, ale nic się nie przepchało.

Jutro jadę po drut – do przepchania, albo zwykłą klasyczną przepychaczkę. Wyślę chłopaków na spacer i będę udrażniać ten cholerny prysznic.

Jeśli jutro mi się nie uda, to znaczy, że tam musi być jakieś martwe zwierzę.

No nic. Trzymajcie kciuki.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>