Taśmy, remonty i zęby.

Jedynym kanałem, który jako tako działa jest TVP Info, taśmy Radka S. i Pana od Orlenu znam prawie na pamięć. Bardzo nad tym ubolewam, bo tęsknię za wojnami magazynowymi, gwiazdami lombardu i bliźniakami, którzy remontują domy. Chciałabym być ich trojaczkiem. Uwielbiam remonty.

Wychodzę z założenia, że zamiast iść na studia mogłam otworzyć firmę budowlaną. Tata nauczył mnie wszystkiego, jedyne, czego się boję to elektryka. Bo prawdziwy elektryk myli się tylko raz. Trochę jak saper.

Młodemu rośnie drugi ząb. Spi tylko w wózku, więc radośnie w dresie przemierzam promenadę i uliczki Juraty. Patrząc na te wszystkie piękne i poprawione panie, wystylizowanych panów i wózki bugabooo, to nie wtapiam się w tłum.

Facebookowe love

W tym tygodniu 5 moich znajomych z fejsa minęło mnie na ulicy.

Mimo mojego wyszczerza nikt nie zareagował. Czy ja się aż tak zestarzałam? Czy moje zdjęcia są aż tak dobre?

Zawsze byłam mocno wyluzowana, jeśli nie chodziło o pracę.

Teraz poziom mojego wyluzowania jest wprost proporcjonalny do ząbkowania mojego dziecka. Więc jeśli o 3 nad ranem w Juracie, ktoś was opierdoli, to zapewne jestem ja. Z drugie strony, po co siedzieć na ławkach, jesteśmy nad morzem, zapraszam na plaże.

Bryan pojechał do pracy, zostaliśmy z Młodym we dwoje. I tak się toczymy na trasach zatoka – morze – kościół

 

Herbatka z Ministrem.

Kilka miesięcy temu śniło mi się, że przyjechał do mnie Minister Macierewicz.

Podjechał pod dom rządową limuzyną z obstawą. Rodzice byli bardzo przejęci. Tata zrobił herbatę.

Chciał się ze mną rozmówić. Stał w moim pokoju (u Rodziców w domu (!) i patrząc w dal przez okno, jakbym miała widok conajmniej na Tatry przemówił. „Polska Cię potrzebuje. Musisz jechać ze mną. Ten kraj potrzebuje takich ludzi jak Ty”

Miotały mną mieszane uczucia. Z jednej strony potrzebowała mnie Polska, z drugiej jestem na macierzyńskim – mój syn mnie potrzebuje. Podzieliłam się z Ministrem tymi wątpliwościami.

Westchnął, siorbną herbatę…zapadła martwa cisza…. i po chwili powiedział, że to sprawa wagi państwowej i tutaj zawsze dochodzi do poświęceń.

„Ale co ja mogę zrobić” – zapytałam niepewnie.

Dodając 2 łyżeczki cukru do herbaty, mieszając powoli spojrzał na mnie i….. się obudziłam. Do dziś nie wiem co mogłam dla Polski zrobić.

Zeszłej nocy śnił mi się natomiast Prezes Kaczyński. Spotkaliśmy się w Juracie na molo.

Prezes patrząc na torpedownie powiedział, że Polska mnie potrzebuje. Muszę pomóc Jackowi. Myślę sobie Jackowi??? Who the fuck is Jacek?

Więc mówię, ale Panie Prezesie jakiemu Jackowi?

No… Kurskiemu rzecze Prezes. On sobie z tą telewizją kompletnie nie radzi.

Znowu się obudziłam i nie wiem, od kiedy zaczynam i kto ma mi wystawić przepustkę, bo ta moja sprzed dekady, już chyba nie działa.

Proza życia – brodzik nie joanna

Dzisiaj dopadła mnie proza życia.

Od miesiąca walczę z zapchanym brodzikiem.

Nie daje mi to spokoju!

Przede wszystkim wkurza to moje OCD. Nie lubię tak.

Po drugie, irytuje mnie, jak nie mogę czegoś naprawić.

Ten brodzik się zapycha od zawsze. Ale w tym sezonie to już przegięcie.

Tak, uprzedzając pytania, próbowałam zdjąć sitko, ale jest to stara technologia i nie ma sitka (za to są marmury, jak na apartamą w kurorcie przystało… huehuehue)

Tak, wiem co robię. Znam się na hydraulice. Jednak trochę ciężko mi działać z małym dzieckiem, więc czekałam, aż przyjedzie mój Mąż. Albo jak to u nas w slangu hydraulików – mój Stary.

Najpierw przemiły pan z kiosku sprowadził dla mnie kreta. Nie podziałało. Coś tam pofurczało.

W Jastarni odnalazłam sklep ze wszystkim. Old school. Mydło, powidło, farby, rury, chemikalia, jak na Jagiellońskiej.

Tam dostałam MELT’a. 20% 95% kwasu siarkowego. Kolor czarny. Zapach, jak siarkowodór.  Wyglądało obiecująco. Nawet zdjęłam okulary, żeby się oparami nie poparzyć. Jako, że mógł wejść w reakcje z niespłukanym kretem, to byłam ostrożna. I co? i Dupa.

Dym poszedł. Zafurczało już konkretnie, ale nic się nie przepchało.

Jutro jadę po drut – do przepchania, albo zwykłą klasyczną przepychaczkę. Wyślę chłopaków na spacer i będę udrażniać ten cholerny prysznic.

Jeśli jutro mi się nie uda, to znaczy, że tam musi być jakieś martwe zwierzę.

No nic. Trzymajcie kciuki.

01/08/2017

Rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego jest świętem wyjątkowym.

Zawsze bardzo je przeżywam. Oglądając stare zdjęcia, słuchając wspomnień Powstańców.

Bardzo dotyka mnie to, co wydarzyło się 73 lata temu. Jestem dumna. Ale też bardzo mnie to zasmuca. Wręcz boli. Smierć młodych ludzi. Cierpienie pomieszane z desperacką chęcią poczucia wolności.

Wierzę, że gdyby nie Katyń i PW, to Polska byłaby innym krajem. To nasz los potoczył by się inaczej,

Jednocześnie mam gdzieś głębokie poczucie, że byłam/byłem tam, że jestem tego częścią. Nie potrafię tego wyjaśnić. Bardzo mnie to wzrusza. Hormony powiedzą seksiści. Ale za każdym razem, kiedy na TVP INFO oglądam ujęcia z Powstanie łkam pod nosem.

Na koniec moich pseudo – filozoficznych rozważań anegdotka ze szkoły podstawowej.

Nie lubiłam chodzić do szkoły. Miałam inne ważniejsze sprawy na głowie, takie jak teatr, sztuka i szkoła nie interesowała mnie specjalnie, gdyby nie moi Rodzice, pewnie nie skończyłabym tych wszystkich fiu fiu kierunków. Jednak uwielbiałam historię. Absolutnie, totalnie, nie mogłam doczekać się 7 i 8 klasy, żeby w końcu, W KONCU (!!!!!!) trafić na XX wiek. Pamiętam nawet jak u mojej koleżanki z bloku z 11 piętra Natalii przeglądałam książki jej starszego brata Krzyśka i czekałam na ten moment, a nie jakieś bitwy, murowane Polski, syn Mieszka, brat Kazimierza, sejmiki. I Wojna Swiatowa, II Wojna Swiatowa, Józef Piłsudski – tak uwielbiany u nas w domu  – na to czekałam.

Ale do brzegu. Przychodzi dzień mojego wielkiego ustnego odpytywania z historii, u mojej ukochanej Pani Dyrektor – pseudonim Ruda. Temat – „Powstanie Warszawskie”. Jestem przygotowana jak nikt. Oczytana, rysunki, prezentacja, odlany z mosiądzu (a jakże) Mały Powstaniec autorstwa mojego Dziadka, dzierżę go dumnie w dłoni, a waży on około 5 – 6 kilo. Wyglądam jak podczas mowy oskarowej. Pełną piersią, pełnym głosem buduje dramaturgię…. „Powstanie Warszawskie rozpoczęło się o godzinie W. Zwanej też godziną siedemnastą”….cisza…..kurtyna.