:)

Koncoweczka roku, 

wypadaloby wykonac jakies takie male podsumowanie.
Styczen – nowa praca – nowe mozliwosci – nowy tryb zycia – OT
Luty – duzo pracy – brak wolnego czasu – wypadek
Marzec – duuuuuuzo za duzo pracy – brak wolnego czasu
Kwiecien – bez zmian – duuuuuuzo pracy – brak wolnego czasu – totalna frustracja – wypadek
Maj – obrona pracy magisterskiej – w koncu -  chwilowe, zludne szczescie (normalny dzien zdjeciowy) – maly poczatek delikatnej maskary
Czerwiec – Jurata – chwila oddechu – masakra sie rozkreca
Lipiec – Jadwisin – kolejny wypadek – masakra
Sierpien – swiat sie konczy – masakra – wypadek – masakra – masakaraaaaaaaa (tu jestem na pograniczu zwariowania, fenks gad mam Mega Siostre)
Wrzesien – plytki oddech – walka o przetrwanie – egzamin studia doktoranckie – pojawia sie slonce – Jurata – knock out
Pazdziernik – studia – nowe mozliwosci – poczatek progresu
Listopad -JM (masakra) -  totalna impreza – progress – jest milo – weryfikacja (z kurwami nie tancze) – wypadek
Grudzien – jedna, wielka niekaczaca sie impreza – otro – milo – fajnie i przyjemnie
Ten rok był na prawdę straszny i jak nigdy ciesze sie, ze sie konczy.
koncowka udana, tak, ale te wczesniejsze miesiace, to jedna wielka niekaczaca sie walka o przetrwanie. Walka z innymi, z soba, ze swoimi slabosciami.
Jednak wszystko dzieje sie w jakims celu. Przeznaczenie, Karma i tym podobne.
I w to wierze. Ha!

2008…

końcówka.

idealna.
jestesmy w juracie.
jest otro!
baaardzo ładnie kończę rok…..
chopak z maiami ;))))
BOSKO.
dzień pierwszy minął pod hasłem:
- reise fieber
- tokaj
-ostróda
-auchan
-tesco
- punkt docelowy: żołądkowa ze spirtem!

2+4=6

a dlaczego 6 jest dobre?
bo dzieli się przez 2 i 3 ;)

6 sponsoruje dzisiejszy dzień.

pierwszy raz od 6 miesięcy jestem szczęśliwa
pierwszy raz od 6 miesięcy czuje się wolna
pierwszy raz od 6 miesięcy nie muszę udawać i decyduje sama o sobie.

jest bosko.

Moi Najbliżsi są zdrowi.
Otaczają mnie wyjątkowi ludzie.
Wykonałam weryfikację…

BOSKO!!!!!

24 nie jest takie straszne…

to początek!
a mógłby być koniec :)

pitu pitu…

no i mamy grudzień..
listopad upłynął pod znakiem niekończącej się imprezy. jednak balet 2 x w tygodniu męczy. nawet jak się nie pracuje ;)

w listopadzie też odnieśliśmy ogromną stratę, po której ciężko będzie nam się pozbierać.

jednak biorąc pod uwagę w jakim szalonym tempie ten czas leci, zaraz skończy się rok i 2009 nie będzie, aż tak hardcorowy.

nooo i zaczynam wierzyć w sny.
jeżeli jeszcze jeden punkt sie sprawdzi, to jak Cię mogę…

takie pitu pitu właśnie…