och my gosh!

co to był za weekend.

co to był za balet.
Impreza trwała ponad 24 godziny…. goście przyszli o 16.00 w sobotę a wyszli wczoraj grubo po 23…..
straty – ból pleców i karku u niektórych.
świętowałam byłam ja swoje magisterium :)
prezenty, grill i duuuuuuuuzo alk.
:)

boszzz… ale się obśmiałam…

jak norka….

znalazłam swój pamiętnik, tzn. znalazlam to za dużo powiedziane.
Mam taki papierowy archaiczny zeszycior i coś tam w nim piszę od czasu do czasu. Nie wiem jaka tego była idea, ale na pewno się tam bardziej uzewnętrzniam niż na blogu… i na miły bóg… poczytałam wpisy z 2004 roku…. tzn. moje jakieś takie pseudo – intelektualne uwagi, listy od Sebastiana i uważam, o kurwa, co to było za życie…. mentorski ton… co to są kurwa za sformuowania ????
jasne, miłe są takie listy od Sebastiana, jak on mnie kochał i mi obiecywał, ale ten taki niby artystyczny ton…
nie wiem, czy na tym polega starzenie się… ale co to było za życie…. o jezusie… nazareński nawet…
jakieś popieprzone kurwa zapętlenie.
taka czasoprzestrzeń stagnacyjna bez mocy…
a ja tą moc mam…
ale to dobre wszystko… może kiedyś wyślę na pudelka ;)
a tak ze 128 strony moich lużnych dywagacji to, generalnie czas na zmiany.
bo to tak być nie może….
nie będę rozglądać się jak na przejściu dla pieszych, do przodu, przed siebie taranem, bo to szkoda czasu, życia…
muszę przerzucić pokłady empatii i chwilę dobroci dla zwierząt na jakąś bocznicę…
bo jak to mawiał jeden szanowny Pan Derektor z telewizji.. albo Ciebie jadą w dupę, albo ty jedziesz…
więc… wolę jechać…
a co!
zamykam oczy i jazda… a jak przypie(r)dolę to i tak będzie słychać i tak… zaboli czy na przednim siedzeniu czy w bagazniku, w końcu na wypadkach to ja się trochę znam….

:)))

no to mogie sobie na piecząteczce przed nazwiskiem machnąć mgr….

tak, tak MGR….
bosko….
może to nie było najmilsze wydarzenie w moim życiu…. ale….. co tam. jest ZAJEBIASZCZO!!!!!!
w weekend byłam we Lwowie….no…. tak żeby odreagować i MILLENIUM… to moje miejsce na ziemi….
ale nie można mieć wszystkiego…. no!
bo byłoby nudno…

przygód kilka wróbla ćwirka…

o matko bosko, zwoje mózgowe moje informują o przegrzaniu…

mam takiego pietra, a to już w tym tygodniu!
nie ma lekko…ale też nikt nie mówił, że będzie….
uuuuu….
a weekend minął wziął był pod hasłem naukowo – urodzinowym. 
Wojtulinek o kryptoniemie Niuniuś wziął był skończył 24 lata skubany…sto lat, sto lat. Dostania się na aplikację mój Drogi…oczewiście nie mogło zabraknąć czapeczek, trąbeczek i tym podobnych….a co Przesmyczunio stajl. Braci się nie traci, czyli zasada 4 – rech zawsze się spawdzi…w sumie dlaczego nie zasada 4-worga?
A dziś – UWAGA – UWAGA – Bart – mój Bojfrend, Narzeczony, Konkubent, czy jak go tam nazwać kończy lat 28….
uuuuu…. co raz bliżej do 30 – tki i z tej okazji życzę Ci dużo zdrowia, pieniędzy i wygrania Centurio… bo całą resztę masz w postaci mnie, że tak skromnie zauważę :)
Kooooooooooooocham Okruuuuuuuutnie i baaaaaaardzo!
Aaaaaaaa i jeszcze, mam Bube, dostałam od Flory, mojej najlepszej przyjaciółki w przedziele wiekowym 0 – 18…. no tamagoczi, czy jak to się piszę….pomarańczowe :)
A pozatym moja SiS jak zwykle piękna i powabna… tyle tylko, że chyba bierze udział w zamianie menżów!
Mój Szwagier wygląda dokładnie jak Palikot, jeżeli chodzi o herstajl….
Tata Szmata natomiast wziął był zatelefonował do mnie o 8 rano… i chciał konkretów… to się chłopak zagalopował.
No, a z Maminą i resztą kfintetu egzotycznego bylyśmy na cmentarzysku… do dziś mam wypalone znicze w samochodzie….w którego dupkę, nie mylić z durką, wjechała mi moja rodzona siostra…