a coś mi mówiło… nie jedź….

o Ty życiu, ale się objadłam…..

co prawda w wigilię byłam w pracy, ale zdążyłam nadrobić zaległości już o 21.00
a potem samo poszło…..
Rodzice, teściowie, teściowie, Rodzice…..
uffff…..
boję się wejść na wagę…. serio…serio….
a Mikołaj w tym roku był wyjątkowy…..
takie cudne prezenta, że jak Cię mogę….
mam nowy, śliczniutki… aparacik, lustrzaneczkę cyfrową – NIKON :)))))))
do tego rozmaite drobiazgi….. trochę sztuki…. grafiki… Thussardi i takie tam…. :)
ach cudnie….
Mam moc….. czuję ją….
a jutro do pracy…. ole!
przed chwilami kilkoma wróciliśmy (z moim drugim Ja i trzecim Ja, tak tak, rodzina nam się powiększa, już niebawem trzeba będzie zakupić vana albo busa) od brata mego – Słoneczka Powiślańskiego, gdzie z Doną jego żoną i Wojtulnem – Sadybowym Słoneczkulinem kawka herbatka palto ciasto no i buzie mam kanciastą :)

23…

no i po jabłkach chciałoby się rzec…

update 22.46

przydałoby się podsumowanie, w końcu jestem na świecie od 23 lat, ale nie mam na to siły, ani ochoty…
w niedzielę odbyło się spotkanie rodzinne… moi Rodzice, Sis i Flo, oraz Rodzice, Babcia i SIS mojego konkubenta….miło… prezenty…
a właśnie jestem dumną właścicelką labradora retriviera, czarnego, nazywa się Tusia i ma 3 miesiące….trochę jestem wydygana, bo to wielka odpowiedzialność….
jestem potwornie zmęczona, brakuje mi snu, chcę wolnego, a na to się nie zapowiada…..
i tak o to właśnie…

tralala mam dyżur w sporcie….

nudy…
dopiero robota zacznie się za parę godzin.
ech…
jestem w pracy od 7.00.

czas płynie nieubłagalnie wolno.
na dodatek mamy emisje o 23.04
o ty w życiu…

z pozytywów, byłam wczoraj na zakupach z Wojtkiem. Zajebiście się zresetowałam.
bo:
- uwielbiam robic z nim zakupy
- nie wypycha mnie brzuchem ze sklepu
- nie nudzi się
- nie ziewa
- nie udaje zmęczenia
IDEOLO

no i kolejny pozytyw, ponieważ niebawem mam urodziny, dostałam zajebisty prezent od Rodziców i Agnieszki.
- suszarka, piękna, nowiutka Siemensa.
Koniec z wywieszaniem prania.
Koniec z wilgocia w mieszkaniu
CUDNIE

Nastał grudzień.

Grudzień zawsze był moim miesiącem. Mimo, że nie lubię zmina i nie usmiecha mi sie temperatura ujemna….

Ale to własnie w grudniu sa Mikołajki, Święta, Nowy Rok…
Moje Święto, które nieubłagalnie odlicza każdy rok mojego życia… urodziny mojej SIS, generalizując grudzień zawzze kojarzy mi się z miłością, ciepłem i szczęściem.
Najbardziej niefortunny jest dla mnie okres wiosenno – letni, wtedy przeżywam różne traumatyczne chwile. Szczyt formy to jesień i zima… koniec roku.
Ale ten grudzień niesie inne perspektywy. Max pracy, nawet w Wigilię. Boje się tego, że nie podołam, bo aż takim przeczaderem nie jestem.
Zmęczenie mnie dopada, takie kompletne, że już nawet nie moge patrzeć w lustro, nie mogę się wyspać, a wstanie wiąże się z odruchem wymiotnym. Nie odbierma telefonów, mylą mi się dni tygodnia, zapomninam oddzwonic. Koszmar. Niedługo potracę wszystkich znajomych.
Tak to właśnie wygląda. Nieciekawie.