zmiany, zmiany, zmiany…

pukneli nam prezesa… pukają innych.
puk puk puk niesie się po korytarzu…

ale nie będę pisać o tym, że ta cała sytuacja pełna niepewności i strachu o jutro mnie zjada, że żyje w stresie nieludzkim zupełnie bez sensu.
O nie nie poddam się tej samonapędzającej maszynie.

______________________

Oddzielam się grubą kreską od tego wszystkiego i mam to głęboko w… uchu… juuuuhuuuuu….

w weekend byliśmy w Irlandii, w Dublinie.

Cudownie.

Ciepło. Miło. Przyjemnie.

Dzień 1.
Przylot, ogólne rozeznanie terenu. Uliczki, rzeka, puby i tłumy polaków…
Czułam się jak na Chmielnej.

Dzień 2

Pyszne Irlandzkie sniadanie.
Spacer. Muzeum GGuinness’a, kawa w Starbucks!!!!!!!!!!!

Zakupy, zakupy, zakupy!!!!!

Wieczorem mecz rugby, pub, tradycyjna Irlandzka muzyka i tańce.

Dzień 3

Starbucks!!!!!!!!

i powrót na lotnisko.

_________________________

Czas na zderzenie z szarą rzeczywistością.

Bleh!

no i po jabłkach…

po sesji :)
średnia 4.9. więc spoko oko looz i spontan.

w pracy nic się nie dzieje.
po raz kolejny przechodzę ten sam poziom gry…
jestem najbardziej oczytaną osobą jeśli chodzi o plotki :)
nic.
jedynce co ogarniam to praca magisterska.
do brzegu, do brzegu…

.

o ty w życiu.
walka sesyjna trwa. jeszcze tylko jeden egzamin do ogarnięcia i wpisy…
działania związane z pracą magisterską ruszyły pełną parą.
muszę się szybko ogarnąć, bo jak najprędzej chcę się z tej łodzi wymiksować i mieć to za sobą :)
teraz tylko zostanie mi sesja letnia do szczęścia i absolutorium. i po jabkłach.
potem tylko egzamin na studia w pażdzierniku i jestem w domu :)

a dzisiaj Walentyny.
dla chłopaka i dziewczyny.