5 lat

Dzien pierwszy…
Nio i po dlugi namysle zalozylam sobie bloga… Oczywiscie biorac przyklad z anteckiego… Ano.. tylko za bardzo nie wiem o czym pisac… ale pomyslalam ze skoro jestem w tych Stanach to moze to rozwiaze moje problemy z brakiem pisania po polsku… narazie nikt o tym blogu nie wie.. wiec nie zycze milego czytania…
2001-11-16 00:13:06

Tak wyglądała moja pierwsza w życiu notka n a blogu.

Minęło 5 lat. I może z tej okazji małe podsumowanie:

1. Edkuacja:
Skończyłam liceum. W tempie pszyspieszonym, będąc w Stanach. Potem studia: dziennikarstwo i aktorstwo, później pojawiła się produkcja. W międzyczasie kurs na tłumacza. Dziennikarka skończona, aktorstwo zawieszone, a z produkcją do brzegu. Jeszcze tylko rok niecały i jestem w domu.

2. Zdrowie:
Złamania, wypadki, stłuczki, kontuzję, rehabilitacja, upadki ze schodów. Zapalenie oskrzeli, płuc, przeziębienia, ucieczki w chorobę.
Marnie ;)
Przez te lata ubyło mnie z 20 kilo.

3. Rodzina:
Ograniczyła się do Mamy, Taty, Agnieszki i Flo. Mój Najlepszy Przyjaciel namieszał, odwrócił się na pięcie i po nim. Dziwne kompletnie obcy człowiek. Ale nie obojętny. Czuję niesmak, niechęć i lekką odrazę.

Przybyli Ferdynad i Śnieżka.

W międzyczasie Tata miał stan przedzawałowy, Mama przedwylewowy. Babcia miała przewrotki, a Andrzej i Basia raz w górę, raz w dół.
Ale generalnie dziękuję Bogu, że te 4 najbliższe mi osoby mają się w miarę dobrze i zawsze są przy mnie.

4. Miłość:
Pierwszy raz w życiu zakochałam się na zabój. Niby nic, niby nie. A jednak. Brunet, brązowe oczy. Na początku z aparatem na zębach. Było pięknie, cudnie. Poznawanie się. Wspólne plany. Nie widziałam świata poza nim.
I ciach!
Największy koszmar w moim życiu. W dwóch aktach. Do dzisiaj nie potrafię zrozumieć jak kogoś kogo tak mocno się kochało, można znienawidzieć.
Ale, kiedy patrze na to z dystansu. Sporo mnie nauczył. Niezła szkoła życia. Pierwsze pocałunki, sex, wspólne mieszkanie. Próba partnerskiego życia.
Bolały te rozstania strasznie. Potwornie. Rozdzierało mnie od środka. Zasypiałam płacząc, budziłam się płacząc. Myślałam, że ich nie przeżyje,nie chciałam przeżyć, ale miałeś Sebulu rację „musimy się rozstać, żeby być szczęśliwymi” Chociaż czytając Twojego bloga widzę jak się czasem miotasz, to dziękuję Ci. Bo gdybyś mi tak mocno nie „przywalił” pewnie do dzisiaj byśmy tkwili w czymś bezsensownym, bez pasji, z wiecznym awanturami i rozgoryczeniami. Życzę Ci szczęścia i mam nadzieję, że kiedyś uda nam się to wszystko jakoś ogarnąć i mieć normalne relację. W końcu znamy się jak łyse konie. Dogłębnie ;)

Bart.
Największe szczęscie jakie mnie spotkało. Mądrzejsza, doroślejsza, bogatsza o wsześniejsze doświadczenia, zobaczyłam Go na korytarzu w TV i umarłam. Zakochałam sie po uszy. I potem precyzyjnie, będąc małym wydygańcem doprowadziłam do tego, że jesteśmy razem ponad rok.
To dobry, mądry, ciepły facet. Twardziel z wielkim sercem. Prawdziwa głowa Rodziny. Człowiek, przy którym chciałabym sie zestarzeć, mieć z Nim dzieci i w ogóle. Kochamy się straszliwie. Daje mi wielkie poczucie bezpieczeństwa. Nauczył mnie pokory, nie podnoszę już głosu. Zaczęło mi sprawiać przyjemność urządzanie mieszkania, pieczenie, gotowanie, sprzątanie i dbanie o Niego. Moja połowa jabłka. Znalazłam ją i już nie pozwolę, by ktoś ją odkroił, by odpadła, lub została odgryziona.
Dziękuję, że jesteś :*
A+B=WM ;)

5. Przyjaźń

Numer jeden to Anulka Kulka. Od 12 lat razem, nierozłączne, 4ever. Co by się nie działo i tak będziemy razem. Na dobre i na złe.
Kocham ją bardzo. Mój Bliźniak.

Koval – męska szkoła jazdy. PAX 4ever. SYjamski bliźniak telewizyjny. Byliśmy zrośnięci. Aj knoł it.

Ziomy na poziomie:
Wojciech – ojciec Jelona. Do końca życia będzie nas łączył ten trójnogi Bąbel. Mądry, dobry, przystojny Mecenas. Nic dodać nic ująć. Szybko i intensywnie się zaprzyjaźniliśmy. I tak już zostanie. Wiem to.

Kozik – zwany buziakiem. I tak jest. Czarny pas w baletudo i pelargonie ekstremalnie hodowane.
Przesmyk – jego poematy, to nie kawał szmaty. Mistrz rymów częstochowskich. wielkie serce.
Mikos – tysiące pomysłów na minutę. Koncepcji, Idei. Pasjonata.
Wariat – nie ma to tamto. Deska, żagiel i jazda.
Adaś, Ola, Mała, Paula, Mile, Wasak, Dudas, Mec. Nawrot. Ajt.

Platerki:
Myszka – cudowne chwile w NY, wąsik jak 100sześćdziesiąt, Iś, Nać i Izold. Z resztą kontaktu brak, ale nie liczy się ilośc tylko jakość :)

Ognisko:
Wiele lat razem.
Bart, Kozłocha, Wojtek, Marta, Ciołek, Ewel, Biernacki, Kałach, Czapski, Dobro, Lady Sylvia, Ajgnerus, Wolska na zawsze w moim sercu.

Praca:
Dajmont – szkoda, że nie jest dziewczyną, byłby moją najlepszą przyjaciółką ;) Chłopak, który potrafi, umie, chce i jest świetny w tym co robi. Twarz jedynki. Razem na festiwalu piosenki wojskowej.

6. Mieszkanie
Arlington – Oregon, Centrum – Zgoda – Seba i Czapski, Łódź – Bałuty Z Adasiem i Ewelinką, potem Manhattan – z Leonem, powrót do domu Rodzinnego TGK, teraz Ogórkowa z Baretm. Nienawidzę przeprowadzek ;)

7.Praca
Ognisko Teatralne u Machulów, potem firma consultingowa, no i TVP:
APAT, Kultura, znowu APAT i tak już zostało. Praca mnie zjada. ALe uwielbiam to! Mimo tego całego hardcoru. Producer JG, teraz JM. I szafa gra. Wczoraj, dzisiaj to historia. Ważne co jest jutro.

Strasznie ciężko jest jednak streścić te 5 lat. Bywało różnie. Z małej pucułowatej blondyneczki, któr nie wiedziała czego chce i co tu robi, albo chciała za dużo, przepoczwarzyłam sie w dorosłą, świadomą kobietę.
I generalnie w tym momencie, jestem szczęsliwa. Bardzo.
O!

si…

podobno mój znak wchodzi teraz po raz pierwszy od 12 lat w tak poważną fazę przemiany. jakieś tam planety mi sprzyjają i jedym słowem ma być to rok strzelca.

jest 22.23

jestem w pracy.

moj kontakt z Przyjaciółmi?
telefoniczny – bardzo sporadyczny.

mój kontakt z Rodziną?
okazyjny.

hobby?
brak…

najbardziej chce?
się wyspać.

zżera mnie?
stres. totalny brak spokoju. ciągła „elektryczność”. strach przed wyłączeniem komórki – bo mogą zadzwonić.

pasja?
podobno telewizja, która mnie zjada, dosłownie i w przenośni.

profity?
pieniądze, ale przecież to nie wszystko. zarabiam o niebo lepiej niż moi rówieśnicy. i co z tego?

moje życie ogranicza się do domu i tv. Ci sami ludzie, ten sam zapętlony tryb dnia.

tak biegne, biegne, biegne i kompletnie nie wiem po co, dlaczego, dokąd.

realizuje oczekiwania innych.

bycie dorosłym jest niefajne.

kawa ze znajomymi?
nie. nie mam czasu, hala się zawaliła, prezydent wygłosi expose. wywiad z premierem, chuju muju tara rara

teatr?
niestety nie ma przedstawień po 23.

książka?
cięzko rozróżnić litery po 18 godzinach pracy.

Ognisko?
nie, no skąd, program w niedzielę…

zaczynam się cofać…nie spotykam się z ludźmi.

Pozorne dziecko szczęścia.

W końcu mam wszystko;
zdrowie (paczka dziennie, brak jedzenia, stres! stres! stres!),
Rodzinę (tylko ich nie zawieść, być najlepszą),
Ukochanego (dorosłe partnerskie życie, poczucie bezpieczeństwa, mała rodzina, mieszkanie, rachunki, opłaty, pranie, sprzątanie, gotowanie,kredyt,… a to mój Narzeczony),
świetną pracę (takich jak Ty jest tysiące za bramą, słabsi muszą odpaść)
wykształcenie ( 2 języki biegle – za mało, dziennikarstwo – to nie kierunek, produkcja – no przecież to można robić bez studiów)

I tak się miotam.
I tak się nie mogę ogarnąć.
I tak nie wiem.

Gdzie ta pasja, to wszystko co lubię najbardziej. gdzie to jest… no gdzie?

Wielka przemiana duchowa?

phi!

znikam

jest mnie 3 kilo mniej…
3 razy mniej spie
3 razy mam bardziej przekrwione oczy…

Wybory.

Wczoraj w TV od 7.30 do 24.00
debata, oredzie, oredzie debata…

uwielbiam ta prace…. dzisiaj i jutro znowu w tv. WiO i WIeczor Wyborczy.

no a dzisiaj mija rok…od pewnego wydarzenie.

Uroczo :)

pogoda jest kompletnie nie fajna. nastrój depresyjny panuje do okoła.
nie jest ani miło, ani dobrze.
mam masę pracy. hard core porno i orzeszki chciałoby się rzec… ale to jest double hardcore, mega porno i totalnie przesolone orzeszki….
taaa….

weekend zakupowo – śpiąco odpoczynkowy.
Już niebawem może mi się uda wykończyć mieszkanie. tylko na to potrzeba czasu i pieniędzy. Jednego mam za mało, drugiego wręcz za dużo. Nigdy w sam raz.

Hmmm… no weekend też upłynął pod hasłe zawodów paintballowych i prezentów.

Jakoś coś… nie mogę.