hi fi!

jakby to powiedział słynny lektor, aktor, prezes Daniel K…..
o ja pierdooooooooooooooooooole…..

co to był za weekend.

w piaek impreza imieninowa Barta. jedna z najlepszych na jakich byłam. 30 osób w mieszkaniu…. ostatni goście wyszli a raczej wytoczyli się nad ranem ;)

ja zaliczyłam wcześniej łóżko bo w sobotę czekała mnie arbeit, nie tylko ta zawodowo -telewizorowa, ale też ogarniająca cały ten nieład (tak można to nazwać delikatnie) niedziela bogu dzięki wolna. więc odsypianie, odsypianie i jeszcze raz odsypianie !!!!

wieczorem kolacja we Fridays i kino „Moja super exdziewczyna” co za szmira. o boże dawno się tak nie wynudziłam! dobrze, że towarzystwo mojego Narzeczonego dopisywało ;)

a dzisiaj od 7.oo w pracy.
oczy mi się zamykają. chce do domku :(

si…

upały zmalały, momentami jest nawet chłodno. Coraz bliżej do jesieni, zimy, zaraz b ędziemy o rok starsi. Ech…

ale nie o to, nie o to, nie o to.

Hasło tygodnia:
dzień bez wypadku, dniem straconym.

Właśnie tak….

W sobotę, jadąc na działkę do Rodziców Barta mieliśmy wypadek. Tym razem koleś wjechał Nam w dupę…

Jak zobaczyłam we wstecznym, że nie ma połowy samochodu, który w nas walnął, byłam pewna, że u Nas też nie jest najlepiej.
Coż za błąd! Mesiek wyszedł bez szwanku!
Lekkie zadrapanie na zderzaku…

Ale oczywiście nie byłabym sobą, gdyby mi się nic nie stało.

Naciągniete coś tam, coś tam pod prawą łopatka, oraz pęknięta (tradycyjnie) kość łudeczkowata.
Jednak tym razem odbyło się bez gipsu, bo jak to stwierdził dr Kuba nie ma sensu.

Off siur.

Podłe to wszystko trochę, ale jak to mawiają starzy indianie lepszy rydz niz nic…

o!

a tak…

już w Warszawce, wpadłam w wir pracy.
Ogarniam sprawy, które się nagromadziły. Po prawie 2 tygodniach nic nie robienia (nie licząc Festiwalu w Sopocie) ciężko jest przystosować się do normalnego życia.
Ale opanowuje sytuacje i tak, dziś zaczęłam kasować stare maile i tak mi sie skojarzyło, a propos wypocin, które zajmowały za dużą część mojej skrzynki…

Well I thought I knew you
Thinking that you were true
Guess I, I couldn’t trust
Called your bluff
Time is up
Cause I’ve had enough

You were there by my side
Always down for the ride
But your joyride
Just came down in flames
Cause your deeds
Sold me out in shame

After all of the stealing, your cheating
You probably think
That I hold resentment for you
But…you’re wrong

Cause if it wasn’t for all that
You tried to do
I wouldn’t know
Just how capable
I am to pull trough

So I wanna say thank you

Cause it makes me that much stronger
Makes me work a little bit harder
It makes me that much wiser
So thanks for making me a fighter
Made me learn a little bit faster
Made my skin a little bit thicker
It makes me that much smarter
So thanks for making me a fighter

Never saw it coming
All of your backstabbing
Just so you could
Cash in on my good thing
Before I realized your game

I heard your going round
Playing the victim now
But don’t even begin
Feeling I’m the one to blame
Cause you dug your own grave

After all of the fights and the lies
Guess you wanted to harm me
But that won’t work any more
No more…It’s over

Cause if it wasn’t for
All of your torture
I wouldn’t know how
To be this way now and
Never back down

So I wanna say thank you

O! nie należy sobie brać tego za bardzo do serca. Taki skrót myślowy…

soł…

minął tydzień urlopu, nie licząc pracy w weekend podczas festiwalu w Sopocie.
ale nie ma to jak połączenie przyjemnego z pożytecznym.
a jutro przyjezdza moje szczeście.
nie mogę się już doczekac. 10 dni rozłąki to zdecydowanie za długo!
co prawda w środę rano Bart robi program z Gdyni, ale zaraz po tym wyruszymy do Juraty :) i będziemy odpoczywać przez tydzien RAZEM :)))

CUDNIE… nie mogę sie już doczekac :)