uff…

upał daje się we znaki.
paradoksalnie są wakacje, sezon ogórkowy, a ja mam tyle pracy, ze już pomału zaczynam nie ogarniać.
na dodatek w zeszłym tygodniu miałam pełno imprez okolicznościowych:
1. imieniny Flo, wieć trafiliśmy z Bartkiem na kinder party :)
2. urodziny mojego Taty – Sto lat Tato szmato, zyj długo i bogato ;)
3. Dzień Ojca.

ad.1 Impreza Witch, głuchy telefon, występy śpiewania piosenek, etc…
ad.2 obchodziliśmy je w sobotę na działce; nabyliśmy tatcie Nokie Comunicatora z GPS, taki był zadwowlony, taki szczęśliwy, że aż miło popatrzeć :)
ad.3 No ciąg dalszy urodzin :)))

a w pracy:
sobota miałabyć teoretycznie wolna, dlatego zasuwanie w tygodniu miałam sobie wynagrodzić dniem spędzonym tak jak chce.
Skucha. Expose Premiera – sobota pracująca.
Niedziela w Radomiu, obchody czerwca 76′.
Standardowa transmisja, goście, wozy, prowadzący no i inscenizacja, a wieć transmisja z demonstracji ;)

co do mojego zycia towarzyskiego, to ogranicza sie ono, oprócz spotkan z Wojciechem do bycia kierowcą :)
Natomiast moje drugie ja bawi się w najlepsze :)

No i mamy poniedziałek.
Od godziny jestem w pracy.
Hard core, porno i orzeszki. Ajjjt

uff…

wrociłam do Wuwua.
Wakacje zostały zainaugurowane. Upał w Juracie, opalanie na plaży, pierwsza kąpiel w morzu :)
Cudnie :)

Opalenizna w kolorze brązu, uśmiech na twarzy mojego szczęścia. Wszystko jest na swoim miejscu.
Od poniedziałku szok w pracy. Nie mogłam za bardzo pozbierać myśli. Ogarnąć się. A programy same się nie wyprodukują. Dzisiaj mam troszkę luźniejszy dzień. Ale za to weekend spędzę w Radomiu, bo robię transmisję z uroczystości czerwca 76.

A w Telewizji gorąco…

deliverence ;)

od przedwczoraj jestesmy nad morzem.
chwila wytchnienia od hard core’u w pracy. wczorajsza pogoda (30 stopni) i piękne słońce sprawiły, że wszyscy jesteśmy brązowi, no może trochę czerwoni, ale mamy pantenol, wiec sytuacja jest mniej wiecej opanowana :)
cudownie. cisza, spokój, mało turystów.
swietnie jest byc z dala od zgiełku, warszaffki, tego pedzacego z zastraszającym tempie zycia. tu czas płynie wolniej. cudnie.


A to dla mojego B:

All I know
Is everything is not as it’s sold
but the more I grow the less I know
And I have lived so many lives
Though I’m not old
And the more I see, the less I grow
The fewer the seeds the more I sow

Then I see you standing there
Wanting more from me
And all I can do is try
Then I see you standing there
Wanting more from me
And all I can do is try

I wish I hadn’t seen all of the realness
And all the real people are really not real at all
The more I learn the more I cry
As I say goodbye to the way of life
I thought I had designed for me

Then I see you standing there
Wanting more from me
And all I can do is try
Then I see you standing there
I’m all I’ll ever be
But all I can do is try
Try

All of the moments that already passed
We’ll try to go back and make them last
All of the things we want each other to be
We never will be
And that’s wonderful, and that’s life
And that’s you, baby
This is me, baby
And we are, we are, we are, we are
Free
In our love
We are free in our love

no i mamy czerwiec, deszcz kapie, temperatura nie przekracza 16 stopni. cudownie. przez 9 miesiecy zyjemy w ciemnosci i szarosci, a wtedy, kiedy teoretycznie powinno byc cieplo poporstu pada.
choojnia w trampkach.