no i jeb_nęło…

dosłownie i w przenosni…
było za miło…
było za fajnie…
było za normalnie…
wczoraj wracaliśmy wyluzowani do domq po kilkunastu godzinach intensywnej i stresującej pracy… gadamy, słuchamy muzyki… nagle jeb…taki dzwon, ze ja dziekuję serdecznie….
mimo cudów techniki znalazłam sie prawie na kolanach u Barta, a predkość jednego i drugiego pojazdu była mała….
3 godziny zajęło spisywanie, ogarnianie, policja, ostry dyżur, sciąganie cięzko chorego Taty z domu….
efekt:
nie mamy tyłu samochodu, ja mam wybity bark i rozwalony łokieć… pozatym potwornie boli mnie cała lewa strona, którą uderzyłam o fotel kierowcy i podłokietnik….
Bart w stresie strasznym, na Ostrym Dyżurze Rzeźnia Okropna. Żeby tego było mało Bart miał wyjazd o 6.oo rano do Opola w sprawie Tragedii na Śląsku.
Na dodatek moja Mama jest chora, Tata tez, leżą w domu.
No i tak…. niefajnie generalnie.
Ale taka mała konkluzja:
- dobrze, że nie ma ofiar, bo ułamki sekund i byłoby uderzenie w przednie drzwi a nie tylne i juz bym tu dzisiaj raczej nic nie pisała
- 3ba być dobrym i miłym, bo nie wiadomo czy się wróci do domu…
Wiec bądźmy dla siebie mili…takie hasło przewodnie tego dnia!

takie małe podsumowanie…

…sesja trwa
…walka o przetrwanie trwa
…egzamin na studia za tydzien z hakiem
…nie odpalił mi samochód
…musze jezdzic taxowkami
…jest zimno
…jest za zimno
…jest nie najlepiej
…bywało cieplej
…bywało milej
…bywało lepiej
…bywało…
…zycie
…właśnie
…w zyciu chodzi o to, zeby było miło
…nie za bardzo to wychodzi
…opor materii
…znowu

soł…

sobota – troche w pracy – potem mega zakupy… moje konto znowu sie zmniejszyło…
niedziela – w pracy……
a moj Ukochaniec spi sobie sUodko w łóżeczku… i gdzie tu jest sprawiedliwość?
za 50 minut mam wejscie na żywo….
no to WiO….pffffffffff

2005/2006…

nie było czasu, możliwości, ani checi… wiec nie pisałam…
ale czas na nadrobienie zaległości…
więc Święta:
minęły szybko, prawie nie zauważone, to przez nawał pracy w TV… koniec roku, wieć czas rozliczeń, podsumowań i szalonej ilości produkcji…jeszcze w Wigilie ogarnialismy z Brtkiem prezenty… wieczorem Rodzinna kolacja, w składzie 4 postaci… Mama, Tata, Ja i Ferdynand, który stał sie Kubusiem… taaa… piękne prezenty: ja dostałam od Bartka cudowny, wynmarzony zegarek, więc sie juz sie spóżniam ;), kurtkę (jak to mawia Tata Barta „wiatrem podszytą”), książkę i o!. Natomiast Bart od Mikołaja dostał branzoletkę, koraliki, masę stojaków pod wino (to z powodu niedomówień, bo miał byc jeden duży ;), a Rodzicom kupiliśmy DVD, więc teraz oglądają filmy :) a dla Aguli prefumersy z lotionem, Floerns dostał zestaw do rysowania. Wieczorem po swojej Wigilii przyjechał Bart, bo cos mi się tam stało z samochodem i podzieliliśmy sie opłatkiem i już zrobiła sie północ.
Pierwszy dzień swiąt minął pod znakiem ślubu Adasia i Kasi. Rano śniadanie u moich Rodziców, potem dekoracja samochodu Agnieszki, dla młodej pary. No i o ! Bartek był swiadkiem, wieć karnie godzinka w kościele, potem wesele ;) bardzo eleganckie, w stylu amerykańskim, były oczepiny i saksofonista i w ogole.
Trwało to wszystko do 8.oo Nastepnie krotka drzemka w pokoju hotelowym na gorze, odwiezlismy Gutka i Sylwie do domu i kolacja u moich Rodzicow…
potem tydzien pracy, hard core, porno, orzeszki i całkowity opor materii. obydwoje bylismy ledwo zywi.
Sylwester…
obiad u Rodzicow Bartka, szybkie zyczenia u mnie w domu Rodzinnym i wyprawa na impreze. Sami znajomi, miło i kulturalnie.
Do czasu… jedna para, przecholowala z lkoholem… skonczyło sie krwia na klatce, policją, i szybkim zawinieciem do domu… jednakze do połnocy było miło…
a teraz Bart ma zdjecia… taaa… robi kampanie o prawach konsumenta…. ja, ze tak skromnie zauwaze, zagram mały epizodzik na lotnisku :) fdajnie, dawno tego nie robiłam… wiec jutro o 12.3o jakim make up, stylistyka i dobrze znac swoje prawa… prawda ;)

to tak mniej wiecej, raczej mniej niz wiecej wygladał ostatni tydzien…