ożesz…

czuje sie jak Renifer Rudolf…
mam czerwony nos, temperature…. bleeeeeeeeeeeeeeeeehhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhh….
apsik, apsik, apsik……
co za opór… nie mogę spać w nocy, moje szczęście śpi, z osobą pachnącą Vickiem, jezoooo…..
jak to pisał Witkiewicz w Szewcach, w kwestii Księżnej:
„Taka jestem kobieca, że aż wstyd, że az śmierdzi z lekka czyms takim nieprzyzwoitym, aczkolwiek powabnym”.
:(

dwudziesty pierwszy wiek…

i po jabłkach… 21 lat na karku i nie ma to tamto ;) najpierw zakupy z Mama, sukienka na ślub Adasia i Kasi już wisi w szafie, no i mam nowe, zajebiście ciepłe, oczojebne zielone buciki ;) ale nie o tym miałam…
zaczeło sie w piatek wieczorem, najpierw zbiórka w sfinksie, skład: Wojtas, Dudas, Wasak i kontuzjowany Dominik.
Wylądowaliśmy w Paprotce, impreza od 21 lat, wiec 5 minut po północy zamachałam Panu Selekcjonerowi dowodem. W Paprotce trafiliśmy na Anule, Barta, Małą, Kwiata i Grześka… Oni szybko sie zmyli, a my uderzyliśmy na parkiet. A warto wpomnieć, że u Nas w domu trwał wieczór kawalerski, wiec za bardzo nie mogłam tam wrócić…Potem we trzech, a nawet czterech, bo w składzie Wojtas, Dudas i Jelon pojechaliśmy na Zawady. Dudas przewiózł mnie swoim sportowym sejczakiem, ślisko, deszcz, skręcanie na ręcznym, duża prędkość, było mega. Potem siedzieliśmy w mojej cytrynce i rozkminialiśmy. Przyjechał do Nas Wariat. W końcu po 3.oo doszliśmy do wniosku, że i tak sie spotkamy za kilkanaście godzin i pora spać.
Zawróciłam do domq, ogarnęłam po kawalerskim i poszłam spać. Koło 8.oo wrociło moje szczęście, wiec pogadaliśmy do 10.oo i poszliśmy spac na 3 godziny. Potem mega walka o przetrwanie. B. uderzył do pracy, ja na zakupy, bo o 17.oo zaprosiliśmy Rodziców, Agule i flo na Rodzinny – urodzinowy tea-time. Było bardzo miło. Tort, świeczki, gra w balona. Na 20.oo musiałam ogarnąć wieczór Panieński Kasi. 4 laski w ciązy, jedna świeżo po porodzie, wieć większośc tematów skupiała sie na sprawach laktacyjno – rozstępowo – porodowych. O 22.oo z hakiem byłam w domq. Pomału przyjeżdzali gości. Byli wszyscy najważniejsi, no prawie wszyscy, bo jak to bywa na tym podłym świeci niektorzy nie dotarli. W sumie przez domek przewinęło się około 20 osób. Dużo alkoholu, głośna muzyka i prezenty. Impreza skończyła sie koło 5.oo. i tak to mniej wiecej wyglądało. Było zajebiście. No tak właśnie… w każdym razie jestem chora, mam katar, boli mnie gardło i dopadła mnie temperatura. ale nie mogę sie poddać, bo w piątek transmisja z uroczystego zaprzysiężenia Prezydenta. Poza tym, musze zakupić prezenty itp…
soł.
to tyle na razie….
ajt!

jesień…

…nie sprzyja dobremu nastrojowi.
pada, pada, pada…. deszcz…
kap, kap, kap, kap….
gdyby chociaż padał śnieg… a tu szaro, zimno, ciemno i bleeeee….
kiedy będzie wiosna, lato….
nie mogę sie już doczekać….

ajt…


Moja Najkochansza i Jedyna Siostra AGULA obchodzi dzisiaj kolejne urodziny. Dużo miłości moja Kochana, zdrowia, szczęścia i pociechy z Córki :)

weekend był baardzo miły… najpierw mała impreza u Nas w domq, potem walka z odbiorem taśm na emisje, gdzie to na Dworcu Centralnym wyciagnełam pewna starsza Pania, ktora wsiadając wpadła pod pociąg. Adrenalina, pociąg prawie ruszył, ale jedno zycie ocalone… wieczorem kolacyjka, małe zakupy i wyscigi samochodowe.
Niedziela, to WiO, warsztaty tańca Bollywood, kawa, herbata, przemiły wieczór.. wczoraj, pierwszy wolny dzien od 15.08, niestety, telefony sie urwały, bołatwiej jest zadzwonic, niż porządnie poszukać…potem obiad w Sfinksie z moim Ukochańcem i wizyta u „Teściów” w Pomiechówku. mega ludzie, strasznie fajni, byłam w lekkim stresie, ale po 15 minutach czułam sie jakbym ich znała od dawna :)
potem powrot do Warszawy z siostra B. Zuzu i wieczor przed TV, ogladalismy Dzieci z dworca ZOO…jutro kręcę etiude na podstawie ksiązki, wiec musiałam ogarnąć scenariusz ramowy.
nom. i to tyle, na razie przynajmniej,

ops…

no wiec… zaliczyłam tournee po łodzi… urodziny Pana Kerownika Prod z AF… wszystkiego naj raz jeszcze… zaczął sie tydzien.. hard core, porno i orzeszki w pracy… vodka waniliowa z cola na andrzejkach…. totalny zjazd i opor… urocze wieczory w nowym domQ… a wczoraj spotkanie z WOJCIECHEM…. własnie napiszmy o WOJCIECHU… WOJCIECH jest moim ziomem, best frendziakiem… ma czarny pas w baletudo i jest najczcigodniejszym ze wzgorza Panem Prawnikiem…to z WOJCIECHEM i Bartem miał miejsce mega weekend nad morzem w sierpniu, to z WOJCIECHEM boimy sie najbardziej na swiecie horrorow, z WOJCIECHEM mamy Bombiego Jelona i z WOJCIECHEM rozkminiamy pod hydroforem zwanym agregatem… soł… spotkałam sie wczoraj z tym Panem na kawie a skonczyło sie na coli i fancie… po czym pojawiła sie jego była… jakby wzrok potrafił zabijac, to bym tu dzisiaj nie pisała…opor… jak to zwykle bywa z WOJCIECHEM dopadaja nas akcje filmowe, absurdalne, abstrakcyjne i irracjonalne.
to tyle…zaraz zaczynam weekend, czyli gospodyni domowa na pół etatu(okazuje sie to byc fajne – napisałam baaardzo po polsku) + małe malowanie i ogarnianie mieszkania…
o!