i po jabłkach…

po wyborach… totalny spokoj i looz… teraz tylko trzeba rozliczyc program…
i po…
ajt…
soł… debata w piatek, spoko spoko, wejscie na wizje, zeby dolac wody naszemu nowemu prezydentowi… potem bardzo miły telefon psujacy totalnie cały klimat… moj były ma klapki na oczach i nie widzi, nie słyszy i nie rozumie… nie wiem, jak mogłam byc z kims tak ograniczonym tyle czasu… albo byłam głupia, albo zakochana… mam nadzieje, ze to drugie, bo z głupoty tak łatwo sie nie wychodzi… miałam jechac do łodzi w sobote, ale nie dotarłam… nie chce na niego patrzec i miec z nim cokolwiek wspolnego.. to juz obcy człowiek….niestety nie obojetny, bo budzi we mnie tyle agresji…
w kazdym razie, w sobote cynamon i mega impreza, dobra muzyka, wyborne towarzystwo… niedziela to chill, kawka, herbatka, zakupy… opanuje sytuacje…

:’(

az mi sie niedobrze zrobiło…zadzwonił moj Tata, z moja MA jest coraz gorzej… skoki ciśnienia…. w kazdej chwili moze sie zdarzyc cos złego…strasznie sie tego boje, nie jestem na to gotowa…za wczesnie, jeszcze troche czasu potrzebuje…. pare lat…

taaa…

pieknie rozpoczety dzien… swietnie… telefon, ktory potrafi popsuc wszystko…jak to mozliwe, ze tak samo mocno mozna nienawidziec osoby, ktora kiedys tak samo mocno sie kochało…
a moze ja go nigdy nie kochałam… bo wiem to teraz na pewno, ze on nie kochał mnie… tak na prawde nie wiem dlaczego ze mna był.. po co…
staram sie niczego nie załowac w zyciu… ale załuje tego, ze zeszlismy sie w zeszłym roku…bardzo tego załuje… było to niepotrzebne… dla nas obojga… gdybym tylko mogła cofnać czas… nie popełniłabym tego błedu po raz drugi…

soł..

dzisiaj jest spokojnie, bez wiekszego stresu, nerwow i hard core’u…
wczoraj nabyłam droga kupna nowa klatke dla Ferdynanda, z roznymi poziomami, rowniami pochyłymi, kilkoma hamakami…super… bardzo Go to ucieszyło i cały wieczor sie zadamawiał… klatka jest gigantyczna, ledwo z Wojtkiem udało nam sie ja zmiescic do samochodu i zajmuje pół mojego pokoju, ale wszyscy sa zadowoleni łącznie z moimi Rodzicami :)
tak…mysle, ze Ferdowi będzie u Nas dobrze :)))
a dzis o 20.15 wywiad z Kaczorkiem, wiec ogladajcie… o!
:)

no to

poleciałam po bandzie, jakby nie było…
pierwsze primo – nie moge tyle pic
drugie primo – nie moge tak szybko pic
trzecie primo – poporstu powinnam nie pic….
w piatek impreza w sziszy… no właśnie… a pół soboty to smetna i powolna smierc w łóżku..z Ania…. powtorze to po raz kolejny… nie moge tyle pic…
Ajt… doszłam do siebie i jestem w pracy….właśnie było WiO… a teraz czas na papierologie…
o!

dzisiaj czuje rozczarowanie, czuje sie zawiedziona, oszukana, nieszczesliwa, chciałabym, żeby ten koszmar sie skonczył, zeby juz było po wszystkim. Jak moge zamknac jakis rozdział, skoro ktos na siłe otwiera mi ksiazke na tym co juz przeczytałam. Myslałam, ze wszystko sobie poukładałam… a tu…
jedno jest pewne… jezeli ktos jest niemiły dla moich bliskich, to zadziera ze mna… a ja nie zapominam…
nigdy…

ufff….

nie pozostało mi teraz nic innego, jak tylko modlic sie o druga ture wyborow.. w koncu musze nabyc droga kupna nowe buty ;)
ajjjt.. wszystko sie udało, szczegolnie ostatnia debata, no to WiO….
a w piatek wieczorem dzwoni do mnie moj ex, ktory zreszta jest jak powracajacy koszmar i ani jak sie czujesz, ani gratuluje debaty, ani nawet pocałuj mnie w dUpke, tylko kiedy moge mu przywiezc Ferda… hah, moj drogi, ale wszystko co dobre sie konczy, z tego co pamietam nie jestem taxowka, a ww pan wie, gdzie mieszkam…i tez mam prawo miec własne plany…skonczyło sie dostosowywanie, błaganie by do mnie wrocił, zapewnianie, ze sie zmienie, KONIEC, jak to mawia moja przyjaciółka VAl, I’m over it…boszzzz…… tak mnie zdenerwował, zirytował, wkUrwił… z reszta okazał sie rownie niedyskretny jak ja, bo miałam przyjemność spotkać sie z naszym wspolnym znajomym, kotry raczej był moim znajomym, ale nie o to chodzi, w kazdym razie panie sebastianie, niech pan 3ma jezyczek za zabkami, troche klasy, albo mi nie wypomina, ze ja mowie o twoich i moich(nie napisze przeciez naszych) prywatnych sprawach….na miły bog.. zaczynam sie zatanawiac, czy kiedykolwiek go kochałam….bo jesli On mnie kochał, albo tak mu sie wydawało, to czy nie powienien byc przy mnie chociaz psychiczne w czasach najtrudniejszych, najgorszych i najbardziej niewiadomych??? (nie zebym załowała tych 3 lat, bo to była szkoła zycia, ale jesli kiedykolwiek, jakakolwiek naiwna dziewczyna na niego trafi, to współczuje)
albo mam błedne pojecie miłości, i nie wiem co ona znaczy… pewnie tak, nie dowiem sie tego na razie, ale jakos to przezyje…
coz…. zaraz wieczor wyborczy, wiec biegne na probe obadac jak to wyglada… ciao!