taa…

no i stało sie powtorka z rozrywki, ze stycznie, tym razem nie Tata, tylko Mama, wygladało to na stan przedwylewowy…wysokie ciśnienie, wszystkie kolory tęczy na buzi, strasznie sie przestraszyłam, na szczescie pogotowie przyjechało w miare sprawnie. Po czym moja Ma stwierdziła, ze woli umrzeć w domu niz jechać do szitala….zebrało jej sie na to, by sie ze wszystkim żegnac, koszmar…Tata na działce, Agnieszka spanikowana u siebie w domu… na szczescie sytuacja sie unormowała… jak to jest? czemu wszystko sie pierdoli na raz, czemu złe sytuacje nie mogą pojawiać sie stopniowo… a teraz czeka mnie bój w pracy… i kurs tłumacza wieczorem…

i just…

like to call you’re my bitch tum dum dum, tum tum tum, tum dum dum…..

odpadam, kapituluje i juz nie chce…
weekend oporowy…
najpierw debata z mega duza ogladalnoscia :))))
potem urodziny Ani B.
melanz, szisza, nobo i domowka….
niedziela rano z mega odpadajaca czaszka, od zadymienia i innych przyjemnosci….
potem spotkanie… dziwne, bardzo miłe… ale ja juz tego wszystkiego nie rozumiem…
no trudno…
wieczorem, wieczor wyborczy i tak czas mija….
a dzis walcze z umowami… zaczeło sie, debaty prezydenckie…. poloneza czas zacząć…

precious love…

tum turum tum tum tu dum tum dum tum dum
ooooooo preeeeeeeeeeeeeeciooooooooooooooous
precious love
tum turum tum tum tu dum tum dum tum dum

dzisiaj ostatnia debata. jestem po totalnych przejsciach.
zaatakował mnie parasol, prawie dostałam wpierdol od młodzieży wszechposlkiej,
walka z lpr’em… nie jest łatwo….
nowy dwor mazowiecki,
podroz na działke w srodku nocy po zapomniane klucze, totalna schiza jak z horrorow.
a teraz wyruszam na plan.
wiec wiecej napisze pozniej
papapap

opór…

… ten tydzień zapowiada sie oporowo… 3 programy na zywo pod rzad, nie wiem jak to ogarne, ale ogarne…
no i dzisiaj dostałam sie na kurs dla tłumaczy przysięgłych…. 100% z pisemnego, 100% z rozmowy kwalifikacyjnej.. jestem bOgiem ;)
no coz… mam mało czasu i staram sie korzystac z zycia jak tylko moge… bo zegar bije… tik tak, tik tak, tik tak…przerazajace…

hard core, porno i orzeszki….

…kolejny totalnie nieogarniety dzien… chyba na prawde musze zmienic tryb pracy, bo poporstu umre… ale debaty udały sie, była duża oglądalnośc, odbyło sie bez wiekszych kłopotów…ogolnie ok.
A dzisiaj dzien konia po raz kolejny…nie wiem jak długo tak wyrobie, ale walczyc bede…
ogladajcie pr 1 o godz. 13.10… w niedziele, no to WiO
O!

pfff…

to była straszna noc. świat stanął do góry nogami, ale tak łatwo nie dam sie załatwić. po totalnej rezygnacji i checi wycofania sie, włączył mi sie fajter. wszystko, kompletnie w s z y s t k o mi sie przewartościowało. nie spodziewałam sie tego.

ok.
oglądajcie dzisiaj 21.50 pr1… zrezygnujcie z meczu.

ożeszty…

Raz zapytał Leszek Mieszka:
-Czy znasz bajke o orzeszkach?
- O żesz kU(r)wa jego mac… czy ja wszystkie bajki muszę znac…

Ta…. dzisiaj mam dzien konia,.
Totalny opór, walka z umowami, przetargami, wyprawa na ul. górczewska, oczywiscie musiałam się zgubic i pojechalam na około, przez jelonki, których szczerze nie lubie i robi mi sie żle jak musze w tamte rejony jechać BLEH.. za duzo przykrych wspomnien… ale coż życie toczy sie dalej… no ale wracając do meritum… jest dopiero 15 z hakiem a ja juz odpadam, duży poziom adrenaliny, lot nad kukułczym gniazdem… a jeszcze czeka mnie spotkanie trzeciego stopnia z Panem DR i wszystko sie wyjasni, okaże, czy człowiek z marmuru we mnie tkwi… oby nie… bo to dopiero będzie koniec świata :(

„Nerwica w granicach normy”

Nie wiem, co się ze mną stało,
nie wiem, co się we mnie dzieje,
Jak ktoś ma duszę i ciało,
podobno ma jeszcze nadzieję.
Panie doktorze, dlaczego tak,
dlaczego tego mi brak?
Nie przeszkadzam panu, nie?
Przyszłam do pana jak niejedna,
Pan jest tu po to, by wysłuchać mnie…
A te firanki to jedwab?
Mam usiąść czy się położyć?
Nieważne, nie o to chodzi…
Zdrożało, za mało, nie starczy,
są buty, a nie w tym numerze,
Zmęczona sklepowa coś warczy,
jaśminy zakwitły na skwerze.
W popychu, w pośpiechu, w zaduchu,
rajstopy ktoś podarł mi drutem,
Tak jakoś mi nie jest do śmiechu,
i smutek, i smutek, i smutek.
Pan o tym wie, panie psychiatro,
ten świat mi się zdaje potworny,
Ja wiem, w życiu to nie ma tak łatwo,
nerwica w granicach normy.
Kolejki, kolejki, w kolejkach,
czy dają, co dają, gdzie dają,
Wśród tłumu, wyprana z rozumu stanęłam,
postałam, nie mają.
Kto komu, gdzie komu, do domu,
mężowie i dzieci czekają,
Kupiłam! Nie mówcie nikomu,
powrotny bilet do raju,
Pan o tym wie, panie doktorze,
kobieta to człowiek odporny,
Jest źle, czy pan na to pomoże?
Nerwica w granicach normy.
Czy to już wszystko, czy jest tak źle,
czy to nas wszystkich dotyczy,
Czy mam się śmiać, czy ronić łzę,
wśród tylu obiektywnych przyczyn.
Odnajdę, potrzymam, porzucę,
mnie takie się żarty trzymają,
Pojadę, pożyję i wrócę,
z raju przyjadę do kraju.
Mam szukać, odnajdę, porzucę,
bo życie to gwałty i sztormy,
Pojadę, pożyję i wrócę,
nerwica w granicach normy.
Receptę dostałam od pana,
doktorze, wystałam, dostałam,
Grzmotnęłam to wszystko do zlewu,
bez gniewu, doktorze, bez gniewu.
To życie jest moje czy czyje?
Źródlanej się wody napiję,
A wtedy, nadziejo, mnie prowadź,
jak trzeba, to mogę zwariować.
Przeczekam, doczekam się formy,
łagodna liryczna diagnoza kliniczna:
Nerwica w granicach normy