zgon…

wrociłam z pracy późną nocą. pokłociłam sie kompletnie bez sensu z MA, ehh…
ale co do miłych opcji.
juz wiem, kidy, jak i gdzie robie film. nie moge sie doczekac, co prawda spedze kilka dobrych tygodni, w jednym z najbardziej przerazajacych miejsc na ziemi, jedzac koszerne zarcie… ale coz… warto. nie moge sie doczekac i w ogole jakos tak pozytywnie zaczyna byc w moim zyciu. wszystko sie rozjasnia, wyjasnia i jest coraz bardziej optymistyczne… czas pokaze co z tego bedzie. ajjjjt!

o qrwa, moja głowa… staje sie pomału królową domówek. piatek domówka, sobota domówka i nic nie wskazywało na niedzielna domówe…dodam, ze twardo w piatek jak i w sobote byłam w mieście co nie pływa…a sie łodzią nazywa… taaaak swietnie, mam mega głópawe… swiat nie bajka… podrap go po…niezapominajkach…buzi

ajjjt!!!

mam nowiutki, sliczniutki, piekniutki kochaniutki SAMOCHOD!!!!!
citroenik c2 !!!! ajjjjt, swietnie, jestem tak szczesliwa!!!!
ale mi Rodzice zrobili surprajsa!!!!
zawiozam MA do pracy, podjechalam pod telewizor, i wlasnie patrze na niego z okna… kolorek wrzosowy, abs, odtwarzacz cd…. piekny… chyba sie zakochalam ;) fenkju PAPA fekju MAMA :)))

wpadki, wypadki

nom, wczoraj wieczorem, gdy wracalam z pracy wypchneli mnie z metra, taaaaaki byl tlok. ja gleba na ziemie, moja cudna torebeczka LV tez na ziemie… ehhh…urazy? reka, dupa i zeberka. swieeeetnie. prochy przeciwbolowe, ktore dostalam dzialaja w sposob powodujacy sennosc. na dodatek rozpierdzielil mi sie telefon i korzystam z uprzejmosci motoroli v300…niedobrze ogolnie. moj misterny plan zaczyna sie sypac. a w ten weekend zjazd w lodzi… az ciarki przechodza po plecach, gdy mysle o tym, co bedzie.
buzi kochani

stuck

moje szczęście…nom… całą sobotę dochodziłąm do siebie po imprezie z ekipą telewizyjną.
wieczorem z Anią B. Bartem, Mikusem, Adasiem wybralimy sie do Kinoteki na „Rybki z ferajny”… film zajebisty. Po czym, będąc w posiadaniu samochodu mojego TA, doszliśmy do wniosku, że wbijemy sie na domówkę w Otwocku do Kwiatka…i co sie mogło wydarzyc, no co? Po podróży do monopolowego, kilku konkretnych drinkach wypitych przez Panów, padł nam alternator. Utkneliśmy w Otwocku…swieeeetnie. Telefon do TA i około 2:30 wracaliśmy nowiutkim FOrdem Mondeo mojego Szwagra do Wawy. TA wział na klatę scenica i dał nam inne auto…panowie zasneli, ale dotarli spac na gore do hacjendy AniB oczywiscie scenic musiał stanąc na środku placu bankowego, ale sytuacja o 4 rano została opanowana. Dzien upłynął pod znakiem odsypiania. ajjt. herbatka u Anuli i różne testy :P.
Teraz praca, tak, tak w niedziele wieczorem, i kolejny wyczerpujący tydzień. Swieeeetnie jest zyc. :)

re-load

wczorajsze popołudnie po raz pierwszy od 3 lat minęło mi bardzo przyjemnie w sposób nic nierobienia. pobyt w domu z puszka tuńczyka i 3 filmami serwowanymi przez hbo… piekne uczucie, gdy nie muszusz nic robic i niczym sie martwic.
droga do pracy, to walka z wycieczka szkolna w metrze i droga na przystanek autobusowy koło mojej starej podstawówki. w pracy zaczyna byc coraz lepiej, coraz wiecej wskazuje na to, ze bedzie ta produkcja w listopadzie i miesiac spedze na planie filmowym :)
teraz spotkanie z bojem mojej przyjaciółki i wizyta na centralnym…i looz, ktory mam swietne uczucie, nic mnie nie martwi i nic mnie nie obchodzi. o! juz sie nie nakrecam!

rekonstrukcja

nie bedzie to proste, jest 10:15 a ja siedze we wczorajszym ubraniu, mam zakrwawione oczy, ale twardo ide do pracy… spotkanie z Mysza zakonczyło sie w taki sam sposob jak zawsze, na wodce. generalnie wszystko ok, a nawet bardzo dobrze…a nawet lepiej niz dobrze, bo jak to powiedział adam cio „miłość jest jak sraczka, troche potrzyma a potem minie”.

ops…

wczoraj po zalatwieniu wszystkich spraw łdz wrociłam do wawki, bo moja przyjaciółka miała pokaz… wyglądała cudnie… potem pierogi leniwe i wyladowałam na imprezie u mojej platerkowskiej siostry syjamskiej, poznałam wiele ciekawych osob… powrot rano do domu, odsypianie do 14.oo i boze moja głowa… a teraz od 8 godzin jestem w pracy i zaczynam ewakuacje…czas od domu… o! jest superowow, bardzo dobrze nawet… zobaczymy co bedzie… ;P
buziole

łódzkie rozterki….

błakam sie po łodzi i trafiłam do kafejki.
dzisiaj dużo emocji, za dużo dostałam przez to wszystko gorączki…
zastanawiałam sie jak on zareaguje, jak oni zareaguja (pozytywne zaskoczenie, chyba rozumieja co, to znaczy)…na razie w zawieszeniu, ale z nadzieja na lepsze jutro.