Do trzech razy…stłuczka

no właśnie…trzecia rysa na samochodzie mojego TA… na szczescie nie z mojej winy. Poprostu wjechał mi taksówkarz…chciał dac 50 zeta, za ryse, a tam pół samochodu zmasakrowane…nie miał wyjscia i musiał napisac oswiadczenie. A to wszystko wydarzylo sie pod hotelem Europejskim, gdzie wybralam sie z moim Kaliszem, na lody chałwowe, ponieważ skubana jedzie jutro na rok do Londynu. Pogadałyśmy, pojezdziłyśmy po mieście, by sie mogła pożegnać z niektórymi miejscami…wracajac do domku zrobiłam mały cruuuz samochodem (jak za starych amerykanskich czasow) i poszłam spac (pierwszy raz od dłuzszego czasu mogłam zamknac oczy).
Staram sie utrzymac pion. Wyrownac oddech. Przeczekac…
Obym wytrwała…

podsumowanie

wakacje praktycznie dobiegły końca, dzisiaj w nocy wrociłam z wekendowego wypadu nad morze. Moja MA swietowała swoje 18 urodziny (STO LAT) ;P Rodzina była w pełnym składzie (oprocz jednego niepokornego, ktory musiał zostać w Warszawie i zajac sie swoimi sprawami ;P) Pogoda była cudowna, duzo słońca i wysoka temperatura zostawiły widoczny slad na moim ciele ;)
Był to weekend konczacy sezon. A własnie przed chwila przyszła moja szefowa i z usmiechem na twarzy powiedziała, ze w tym tygodniun bedzie zapierdol. :)) i czuje, ze zyje.
Buziole w takim razie.
Praca w instytucji publicznej czeka :)

zastygli…

kazdy popelnia bledy, sztuka jest ich wybaczenie… najtrudniej jest powiedziec przepraszam, a najbardziej boli odrzucenie…a kiedy sie kocha to nie ma godnosci. walczy sie do konca…

boj w pracy ciagle trwa…

na froncie…

jest gorąco po powrocie znad morza zaczęłam pracę w pewnej instytucji publicznej, co powoduje u mnie podwyższony poziom stresu i adrenaliny…
Zapieprz jest niemilosierny, ale na prawde czuje sie szczęśliwa. To chyba jakies takie moje zboczenie. Za 12 godzin rozpoczne tygodniowy boj o przetrwanie. Wieje groza…