rozczulila

i rozbawila mnie dzisiaj jedna rzecz, a raczej osoba, ktora zarzucila mi, ze skoro nie mam polskiej matury to nie mam prawa glosu. przykre. skonczylam szkole rok wczesniej, studiuje na dwoch kierunkach, na politologii i aktorstwie (wiem wiem szkolka aktorska, ale ona jest taka jaka tworzymy, czyli najlepsza;P) w kazdym razie, bolesne jest to, gdy bliska ci osoba jest zazdrosna, sfrustrowana, ze nie moze sie pogodzic, z tym ze nie ma czegos co ty masz, chociaz teoretycznie przez te wszystkie lata uznawala sie za lepsza. najlepsza. smutne, bolesne jest to, ze nie akceptuje krytyki, mowiac mi, ze moj pobyt w stanach to nic w porownaniu z polska matura, ze moje osiagniecia nie moga rownac sie z tym co ona przechodzi, zreszta niewazne.
mili panstwo, panie, panowie, apeluje wiecej pokory, wiecej zrozumienia, wiecej milosci, czy gdansk, czy wroclaw, czy gdynia czy krakow, warszawa, lublin, to niewazne !!!
kochajmy sie i pomagajmy sobie, bo tyle zla jest na tym swiecie !
pozdrawiam

hmmm…

..ekonomia, walka z notatkami, a powinnam sie uczyc tektstu. nie moge na niego patrzec, nie wiem co nasza prf. b, widzi w nim smiesznego.crazy.nom, jutro rano niemiecki, potem englisz, i freeeeeeee….o 15 spotkanie ze starym znajomym z olsztyna..potem szkola, pol czwartku i weekend!!! 3,5 dnia offf….pora nauczyc sioe tekstow.
pzdr

no i halo

zaczal sie tydzien nowych przygod…tak…w kazdym razie peka mi glowa, w ktorej mam setki informacji z kilu roznych kompletnie odleglych dziedzin…taaaaka jestem madra. wczoraj ja i moj ukochany mezczyzna bylismy na kregu2, czad, potem w nocy mialam takie kosmiczne sny ! wstalam skoro swit i udalam sie na angielski, potem ekonomia i pracka…wieczorem aktorska; dykcja, drama (genialny pomysl na scenariusz), wiersz (fragment kwiatow polskich) i na szczescie rodzice podwiezli mnie do domu, kolacyjka, rozmowa z najdrozszym (ktory rozwalil sobie stope na tancu i swiadomosci ciala) prysznic i juz jestem w lozku, z gigantycznym bolem glowy….czaplot walczy…

Losing My Religion

leci w glosnikach. milo. dzisiaj zakonczylam czas choroby na ten rok, ja juz na prawde nie chce chorowac.zatkany nos, kaszel i katar to zadna przyjemnosc. dzisiaj mialam zajecia w ognisku, z najmlodsza grupa, te dzieciaki sa genialne, pelne energii i pomyslow. miod. az chce sie zyc. nie przypuszczalam, ze ta praca bedzie taka przyjemnoscia.mam wrazenie, ze moge cos dac. przekazac. cala wiedze, doswiadzcenie, ktore zdobywalam przez tyle lat. to wszystko co umiem robic. co dobrze robie, bo sie na tym znam. ehhh… ta skromnosc. :)))
mam w tym niesamowita przyjemnosc, a tak w ogole to teraz leze sama w domu, na reszcie sama, nikogo ze mna nie ma, cisza, spokoj. tylko moj laptop i ja ;)
okee kochani zakoncze te pedagogiczna wypowiedz zaraz bede musiala sie udac do super hiper mega giga marketu po zakupki, wiec 3majcie kciuki :)

z ciekawostek przyrodniczych, moj szanowny Przyjaciel, wybitny dramaturg z reszta, poparzyl sobie buzie, jajkiem, ktore eksplodowalo, po tym, jak ugotowal je mikrofalowce. rezultat, pecherze na tej wybitnej twarzyczce, adamo natomiast zaparl sie, ze nie pojdzie do lekarza, zobaczymy jak sie to rozwinie.

ajjt…

jest lepiej, coraz lepiej… re union ze starymi znajomymi, esemes od tomka golfisty, telefon od kovala, sweet, pozatym jest leniwie, jutro chyba opuscimy mury wiezienne naszego olimpu…sie zobaczy…

jest…

bez sensu…poporstu fantakurwastycznie…dzisiaj byl u nas lekarz, zwolnienie do piatku…cala trojka…zapowiada sie straaasznie…dwa nadgorliwce;
-Aniu wez lekarstwa- Aniu obudz sie- Anulka, no zjedz cos…- i tak w kolko…tak nie dbano o mnie nawet na mistrzostwach stanowych…a ja…czytam duzo…ucze sie tekstow, staram sie maksymalnie wykorzystac czas, ktory mam spedzic w lozku…wczoraj skonczylam Fride…ksiazka i film…ta kombinacja zepsula mi obraz Fridy jaki sobie wymyslilam…jestem zawiedziona… a teraz czytam Salvadora…jego dziennik…po raz kolejny..uwielbiam go…bo zaskakuje, jest swietnym polaczeniem prostoty i geniuszu…
wiec 3majcie za mnie kciuki…jestem chora a zajmuje sie mna dwoch panow, ktorzy czasami sa nieobliczalni…no, to pozdrawiam

w duzym skrocie…

miniony tydzien;
Poniedzialek, Wtorek, Sroda to rozpoczecie semestru w aktorskiej; zajecia, nowe teksty, sztuki…praca, praca, praca…ajjjt….
Czwartek to szalone piana i pogon za pieniadzem, upokazajace, ale coz swiat nie bajka…
Piatek bycie ekspertem od spraw ligwistycznych… thank you very much… rehabilitacja..istne cierpienia…nie wiem jak dlugo je zniose… i walentynki…przemile, ukochane, kwiaty, winko argentynskie i przedpremierowa frida :))) miod i cud…p.s.|KCNZ!…
Sobota to praca w ognisku, 3 godzinki zajec z pantomimy,
a w Niedziele poltorej godzinki pracy nad cialkiem….oprocz tego burza w rozmaitosciach wymarzona przez mojego ukochanca :)…i sen…
troche kiepsko, bo czuje jak zaczyna sie do mnie dobierac jakas infekcja…bleh…jakos sie 3mam…okeee moi drodzy czas wtulic sie w cieplutkiego takiego i usnac….dobranoc….

slodkie lenistwo…

od srody do piatku trwal maraton kulturowy…szczegoly tutaj…natomiast sobota i niedziele to slodkie nic nie robienie…uwielbiam to, cale 2 dni ferii…bo w pon. juz do aktorskiej…potrzebowalam naladowania baterii…spanie do poludnia, obiadki u rodzicow, net, dobra ksiazka i filmy…relaks…wczoraj tylko walka z zakupami w tesco…lodowka i mieszkanie opustoszaly, wiec trzeba bylo uzupelnic zapasy na nastepnych kilka tygodni…o!
to tyle…pozdrawiam goraco i sciskam :)

jam sesion…

…is over, moje sesje zakonczyly sie, w koncu, na dodatek z calkiem niezlymi wynikami…mam az cale 3 dni ferii :))) hurra… ale from da bigining… ten semestr byl pelen nowych doswiadczen, dwa kierunki za jednym razem, praca w ognisku i finryanie…no i prawie samodzielne zycie…w coiagu tych kilku miesiecy stalo sie bardzo wiele, sporo osob zaskoczylo mnie pozytywnie, sporo zawiodlo i wzbudzilo do siebie niechec…hmmm…. zaraz uciekam do teatru…powszechniak…nasz friend ma urodziny wiec mamy zamiar jakos to uczcic po tym jak zagra spektakl…
pozdrawiam, pozdrawiam…