!!!UWAGA!!!

Mili Panstwo, ten oto osobnik

obchodzi 20 urodziny, z tej okazji 3-go krzyzyka i wspanialego narodowego swieta, duzo zdrowia, szczescia, spelnienia marzen i wszystkiego najlepszego zycze ja… dziewczyna twa :P (nawet nie czuje jak rymuje)
i…..

|KCNZ|

powietrze po deszczu…

…ktos kiedys powiedzial, ze na wszystko w zyciu przyjdzie czas i pora… i kurcze pieczone mial racje… ze wszystko ma swoja kolej, miejsce i czas…coraz szybciej konczy sie pewien etap w moim zyciu… niedlugo bede juz prawnie dorosla…i im coraz blizej tej daty, tym coraz bardziej zaczynam zastanawiac sie nad moim zyciem, wspominac…
a wracajaz do rzeczywistosci, to wczoraj odwiedzili nas znajomi czaplota z wydzialu… bylo milo… a pozatym to coraz wiecej nauki, coraz wiecej pracy, obowiazkow i coraz blizej sesji… ajt, czas spiac dupe i wziac sie w garsc…jak to mawial jeden z moich profesorow… a ja kompletnie nie czuje presji, stresu, poporstu poruszam sie do przosdu w nieodczuwalny sposob… :)heh… dats rajt bejbi, bauns :)

i znowu…

…jestem u rodzicow, przyjechalam przed chwila… wczoraj po zajeciach, ktore trwaly 5 h !!!! wrocilam w dzikim i szalonym tempie do domu, bo moja szwester, szwagier i bojfrend szlismy do teatru studio na amadeusza… czapski zlota raczka zrobil mi kolacje, i tak o to w ten sposob biegalam panicznie miedzy lazienka i moim pokojem z talerzem pierogow w reku… sam spektakl, nie byl rzucajacy na kolana…ostatni monolog byl genialny…reszta no coz… wydawalo mi sie, ze aktorzy powinni miec taka dykcje zeby ich mozna bylo zrozumiec…hmmm… ale warto sie bylo odchamic…potem kawka w bristolu i intelektualna konwersacja ;P…skonczylo si e na tym, ze moja sisotra zaczela wspominac stare czasy…pojechalismy do domu…ofkors nie moglam sie wyspac, bo non stop dostawalam od kogos sms’y… nie ma to jak komorkowy sadyzm…

dzien miniony….

…tydzien niezwykle intensywny… cwiczenia na silowni i salce, proby do przedstawien, zmiany, zmiany i jeszcze raz zmiany… znowu mam ciemne wlosy, krotsze i wycieniowane… znowu zaczynam dbac o siebie kondycyjnie…. i o!
wczoraj bylam na obiedzie u mamy mojego ukochanego p. bylo bardzo milo, poznalam mame, siostre i siostrzenca… obejrzalam kariere mojego bojfrenda w tik taku i jego stodniowke, kabaret… super :)))) bylam taaaaaaaka dumnaa…. a dzisiaj obiad u mojej mamy i p. pobiegl ns probe i zobaczymy sie dopiero jutro… wlasnie jutro znowu zajecia w ognisku od 12-18…. nie moge sie doczekac… wiec odezwe sie jakos jutro, korzystajac z tego, ze jestem u rodzicow, pojde sie wykapac w wannie i obejrze telewizje..pozdrawiam :*
p. |KCNZ| o!

klopoty z wejsciem po schodach…

…jako osoba posadzona o sexualne kontakty z greenchem… i jako kobieta sukcesu, postanowilam, ze pora na siebie zarabiac…a nie tylko wydawac pieniadze…i tak o to w sobote mialam swoje pierwsze zajecia w ognisku teatralnym… pantomima…jako asistans inszurans mojego mentora sytuacje opanowalam… fajne sa te dzieci… takie kreatywne… inwencyjne otwarte na swiat…nie mowiac nic, ze nie czuje, moich miesni…a nawet czuje i to za bardzo…polroczna przerwa w cwiczeniach robi swoje… a wlasnie… za tydzien mam kolejne zajecia… sama… i o poltorej godziny wiecej… w sobote wieczorem moj padre i bojfrend powiesili mi szafki w kuchni :)))… w koncu wyladowalam w domu Rodzinnym… w niedziele ja i moje drugie ja wybralismy sie na wystawe picassa….i bylismy troche rozczarowani… przynajmniej ja..nie wiem jak ty p…?
a potem tak strasznie wialo… ze ho ho…i blok sie trzas i sie balam…a potem musialam wstac o 6 rano…ale bylo tak milo…o !…pozdrawiam.. :)

uuuuuu……..

…..nie jest latwo byc kobieta… o nie… heh.. w kazdym razie, do wczorajszego wieczora, tydzien ulywal mi dramatycznie… ajt… burza hormonalna.. nie lubienie siebie itp… bleh… na szczescie wczoraj wiczorem poszlismy do kina w sensie ja i s….i czaplot… znaki…. film mi sie podobal, ale musze posadzic rezysera o plagiat naszego fikandra i malwinki !!! podobne ujecia, postac fikandra buszujaca w zbozu…a wieczorem s. wyciagnal mnie na spotkanie ze swoim znajomym z wroclawia…milo… spotkalam kolezanki ze 100diow w wankowiczu…. a sama osoba znajomego… no coz… kazdy lubi co innego…knajpka…jadlodalnia…bejbe…towarzystwo artystyczne… tak przynajmniej wygladalo… a my jakbysmy sie urwali z choinki… s. w koszulce… spodenkach… ja w plaszczyku… do picia biale wino… hmmm…. bylismy „inni”, tak wygladalismy… wrocilismy do domu spacerkiem….bardzo mily wieczor… zastalismy czaplota w lozku… zjedlismy kolacje i poszlismy spac… a dzisiaj… wizyta u lekarza….brrrrr…potem popoludnie w pracy… zaraz spadam do domu se uczyc…ajt… do zobaczenia… i zyczcie mi powodzonka, bo jutro mam zajecia w Ognisku Teatralny….AAAAAAaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!!!

Polski absurd…HIV….

…tak, polska pcha sie do unii, tacy jestesmy nowoczesni, reforma sluzby zdrowia….taaa…co pol roku, robie sobie okresowe badania… krwi, morfologie… pierwszy raz badanie na obecnosc virusa hiv mialam w stanach w sierpniu 2001 roku i bylo to rzecza calkowicie naturalna… zaczynaly sie treningi, zrobiono mi wszystkie podstawowe badania…traktowano to tak samo jak sprawdzenie tego ile mam krwinek…czy czegos w tym rodzaju… po zakonczeniu sezonu koszykowki, tak mniej wiecej w marcu, przed rozpoczeciem sezonu tenisa zrobiono mi kolejne badania kontrolne… wlasnie… w tym badanie na bycie seropozytywnym… znowu traktowano to jak jedno z podstawowych badan, przez te pol roku wilokrotnie mialam rany, zlamany nos, podrapane ramiona… czasami zdarzalo sie, ze z parkietu znosili mnie tez „normalni” przypadkowi ludzi a nie paramedycy…pobierano krew, przesylano wyniki….looz i znowu wynik ujemny… przez ostatni miesiac chorowalam, jak nie zapalenie pluc to zatok, uszu, podraznienie nerwu, na to wszystko wplyw miala zmiana klimatu, diety, aktywnosci zycia…pozatym od ostatnich badan minelo wiecej niz pol roku… wiec postanowilam znowu zrobic sobie badania, morfologie, podstawowe badanie krwi i na HIV….i to byl moj blad… panie w renomowanej prywatnej klinice oszalaly…najpierw pilegniarka wpadla i powiedziala, ze tego badania nie mozna przeprowadzic bez konstultacji z lekarzem, po chwili na korytarzu rozleglo sie „lekarz do ankiety o wirusie HIV”….”tu jest pani”…pelna anonimowosc…ale ok… nie bylo lekarza…pielegniarki biegaly jak szalone szepczac, krzyczac, ze potrzebny jest lekarz…. wszyscy pacjenci w calej klinice wiedzieli, ze chce sobie zrobic takie badanie.. pelna anonimowosc…. dostalam ankiete… pelna dyskrecja, wpisz pierwsza litere swojego imienia, pierwsza nazwiska, haslo, date urodzenia, wojewodztwo, obywatelstwo i !!!UWAGA!!! swoj pesel !!!! w ten sposob nikt cie nie rozpozna….kolejne pytanie, dlaczego chcesz sie zbadac, bo: jestes narkomanem, prostytutka, homoseksualista, masz watpliwe kontakty heteroseksualne itp…. w jakiej jestes grupie ryzyka….? prostytutka, homoseksualista, narkoman, czy inne….zglupialam… poporstu chce sprawdzic czy nie mam hiv’a bo uprawialam wyczynowo sport, i wrocilam z zagranicy… ok…. lekarka nigdy nie wypelniala takiej ankiety, a jezeli chodzi o anonimowosc to jezeli wynik jest dodatni to i tak zostanie zawiadomiona stacja epidemiologiczna… ha!… pielegniarka pobierajaca mi krew zalozyla 2 pary rekawiczek….no halo, przeciez jeszcze nie wiadomo czy jestem chora czy nie… to wszystko co wydarzylo sie wczoraj rano bylo straszne, upokarzajace i nie warte zachodu… myslalam, ze jako kraj rozwijajacy sie, po reformach, jestesmy przyzwyczajeni do badania krwi… tak bardzo podstawowego… przeciez w stanach wiele osob przed rozpoczeciem zycia seksualnego sprawdza swoja krew…bylam w szoku… przy odbiorze wynikow pani z rozbrajajaca szczeroscia powiedziala do mojego taty : „Minus hiv I i hiv II” wspaniale…wszyscy ludzie w rejestracji slyszeli… reasumujac, przeprowadzalam badanie, ktore ma byc dykretne, wiedziala o tym cala klinika, czekalam na konsultacje lekarska ponad godzine i pielegniarka zalozylam 2 paqry rekawiczek….potem pobyt na studiach, na ktorych prawie zaslablam i wspaniale zajecia z prozyl… nie poszlam nawet na prboe…polozylam sie w domu i plakalam…. potem pojawili sie moi Rodzice i S…. dobrze, ze nie musialam spac sama….

milo:slodko:dobrze

kolos zaliczony na 4… niby dobrze, ale moglo byc lepiej… a od czwartku popoludnia slodkie nic nie robienie… najpierw pojechalam z mama do lekarza… potem do domq… w piatek caly dzien w lozku yeah !!!!!! no i troche nauki… przyjechal moj mily, ktorego z kazdym dniem kocham bardziej i coraz bardziej sie od niego uzalezniam i tak… zostal do soboty po poludniu… w miedzyczasie byl w pracy… hmmmmm…..teraz jestem u rodzicow w domku, wpadlam aby chociaz na chwilke ich odwiedzic…rozmowa z tata w kuchni, tak niesamowicie mila i sympatyczna…. wlasnie zastanawiam sie nad a zreszta powiem wam kiedy indziej… a wlasnie.. dzisiaj u nas w domu noc kulturalno-intelektualno-filmo… czyli ogladanie sztuk na video…wszystko uklada sie idealnie… lepiej byc nie moze…koncze i pozdrawiam….