Assitej…….ognisko teatralne…

…dziendobry jestesmy instruktorami teatralnymi z miedzynarodowego stowarzyszenia dla dzieci i mlodziezy Assitej, my chcemy do sekretariatu…. tak wlasnie rozpoczynaly sie nasze wizyty w warszawskich placowkach edukacyjnych, patrz szkoly srednie i gimnazja….. bozeeeeeeeee kto wymyslil mlotkowatych ochroniarzy i glupie, klamliwe sekretarki… wyslalismy plik ulotek reklamowych, ogniska u machulskich, a tu co mowi nam pani w renomowanym liceum im. m. kopernika w warszawie, ze takie rzeczy to oni wyrzucaja… halo, my sie napracowalismy, my chcemy propagowac ognisko…teatr, kulture, sztuke.. blehhhh… na dodatek padalo, bogu dzieki za pabla i jego samochodzik bo inaczej kipesko by bylo z nami….chryste panie, na scenie stoje od 3 roku zycia… a jedna pani pyta sie nas (mnie, cudnej, wojtasa i pabla) czy to sie dzieciom jakos przysluzy???? re-we-lka
na dodatek dzisiaj szczepili mnie na grype i stracilam stan orientacji… niech jush przestanie padac, niech sie dowiem kiedy mam zajecia w wankowiczu… niech czas sie cofnie… o to takich kilka skromnych marzonek…

egzamin…

….zaliczylam i zdalam, jestem w szkole teatralnej… a dzisiejszy dzien w ogole byl crazy…..rano egzamin, potem sprawki zwiazane z ogniskiem i pracka…. na egzaminie mowilam 2 teksty, zaspiewalam piosenke, zatanczylam… taki standard….czulam sie na nim jak w domu… jestem na pierwszym roku… mam dwie szkoly na glowie, poporstu bosko… a czapolllocik na kulturoznawstwie ma tylko kilkanascie godzin tygodniowo !!!!
slabo… i gdzie tu jest sprawiedliwosc??? halo….

polska rzeczywistosc…

…szaro, smutno, zimno, brudno…. do czego/kogo ja chcialam wracac ???
gloopia…. ja gloopia… no ale czasu sie nei cofnie…zycie studenckie coraz bardziej mi odpowiada, 3 miesiace, w sumie prawie 5 miesiecy wakacji robi swoje… jutro mam egzamin do szkolki aktorskiej… trzymajcie kciuki… szczegolnie przy piosence…bo ni huhu spiewac umiem….ehhh…. dziwnie jest tak jakos…smutno, szaro i zwyczajnie… czapollot wraca dzisiaj do domu, hmm…, to jakis plus… jutro spotkam sie z ludzmi z teatru, marta wojtek juuuhuuuuuu tak za nimi tesknie… pozatym zauwazylam, ze coraz wiecej ludzi kasuje blogi…hmmm… jakas epidemia….
aaaaaa wczoraj spotkalam sie z mlodym zdlonym i zmanierowanym…. jestem z nas dumna… pierwszy raz od dluzszego czasu sie nie poklocilismy… ale i tak jest jakos dziwnie… nie mamy o czym rozmawiac… i hmmm… tak jakos nie wiem…….. w kazdym razie, dobrze jest go miec…. nom… kaczkuje sie praca wzywa….auuuuuuuuuuuuuuuuuu

UWAGA !!!
MOJA PRZYJACIOLKA ysabell MA URODZINY 18 !!!!!!!!!!! STO LAT KOCHANA STO LAT !!!!! BUUUUUUUUZIAKI :)) SPELNIENIA MARZEN I WSZYSTKIEGO CZEGO ZAPRAGNIESZ, JESTES MOJA NAJLEPSZA PRZYJACIOLKA KOCHAM CIE :)

nic nie robienie….

….mili panstwo, nie jest latwo byc kobieta…. o nie… ni huhu…nie ma to jak te kilka dni w miesiacu (ma to swoje dobre storny…ale…) jak to mawiaja starozytni indianie…twardym trzeba byc… festiwal sie skonczyl…mialam troche czasu, aby o nim pomyslec…i… byl na prawde wyjatkowy…odnowienie kontaktu z marta i wojtkiem, wspolpraca z czapollotem… genialnie… to chyba najwiekszy plus tego wszystkiego…przyjazd ludzi z calej Polski… 17 happeningow, 8 spektakli… proby, kursy po warszawie… mielismy dosc… nie moglismy sie doczekac konca… a jednak… gdy obudzilam sie w niedziele rano, zastanawialam sie, w ktorym teatrze mam probe, what’s happening?…na prawde jestem z siebie…. z nas dumna… nastepny fesiwal za rok… miejmy nadzieje, ze nie popelnimy tych samych bledow…
heh….pozdrawiam w bolach i cierpieniach….

kooooooorczak dzieciom…

…czyli stowarzyszenie dla glodujacych dobieglo konca… skonczyly sie karnety do mc donalda..i super… premiera jak sie patrzy…. wszystko przebieglo zgodnie z planem…. halka krzyczala, potem przepraszala…spiewalismy sto lat z 40 razy… kazdemu kto sie podwinal… a seria przedstawien…hmm…. (ja wrozka… potem dziwka) wypadllismy niezle… nawet dobrze…
heh…kariera stoi otworem :)

bleh…

…jestem chora, a festiwal trwa… pracujemy po 15 godzin dziennie…happeningi, przedstawienia, rezyserka i granie, nooo i tlumaczenia….to mowi samo za siebie….

mam dosyc….

….tak totalnie…wczoraj byla parapetowa… fajnie.. nekrecilismy teledysk…potem rano do teatru i proby do wieczora… jak przyjechali moi Rodzice cos we mnie peklo…łzy zaczeły mi leciec po policzkach…. nie do konca wiem dlaczego… tz. denerwuje mnie to, ze ludzie mnie ignoruja… ze niektorzy szczegolnie bliscy traktuja mnie inaczej i dziwnie… kompletnie nie wiem o co chodzi… aaaaaaa mam 17 happeningow i kilka sztuk….czysta rozkosz… jestem zmeczona… zycie prywatne u mnie nie funkcjonuje….schudlam 7 kilo, wszystkie spodnie ze mnie spadaja… wygladam jak swoj wlasny cien…chyba dzisiaj wieczorem wypadne na dlugi spacer po wawce… pomysle… poslucham muzyki… nawet teraz jak to pisze to placze… i musze zakonczyc kilka rzeczy… jasno i wyraznie… moj amerykanski optymizm poszedl sie….jeeeeeeeeeeba*…..dlaczego???…niech mnei ktos przytuli…

w telegraficznym skrocie…

….korczak pochlonal cale moje zycie jak na razie… rano przedszkole, a potem korczak przed obiadem, po obiedzie, wieczorem i w nocy…. spotkanie z aktorami… no cozzzzz trudno jest ich nazwac aktorami…. banda……piiiiiip……. wyrazac sie nie bede… jak chcecie cos dobrze zrobic to liczcie na swoich przyjaciol, a nie na tych ludzi… masakra….

korczak dzieciom…

….czyli wolontariat pelna geba…
poczatek przypowiesci….
przedszkole brytyjskie… ciocia idzie ze swoja siostrzenica… o mother… 3 godziny… robie to dla tego tylko, ze kocham ta mala….potem rozwozenie zaproszen, przeprowadzka do teatru lalka, kredytowa, poczta.. i pizza hut… h appeningi… wymyslone.. jutro spotkanie z aktorami…zyczcie mi powidzenia