samozaglada…

….dzien mijal spokojnie, spotkanie o 10:00, potem lunch…. o 2:00 trafilam do lekarza….obejrzal rentgen mojej nogi, pokrecil nia troche….„operacja”….zabrzmialo to jak wyrok, do oczu naplynely mi lzy…….zadnego tenisa…. no chyba, ze na wozkach….nie wiedzialam, co ze soba zrobic… odebrano mi kolejna rzecz, ktora kocham…. i to w tak brutalny sposob….nie wiem ….. o turnieju nie ma mowy…. sa szanse, ze operacja sie nie uda i bede miala niesprawn jedna noge….dlaczego?….poszlam sobie na spacer po saskim….ehhh…myslalam sobie chodzac alejkami…. to wszystko…boli

noca…lez morze i o!

durka siedzi i placze, jak gloopia o!
o 8:00 spotkanko pod kolumna, potem piwko tu, piwko tam, i jeszcze tu…. domek zoany i pomysl na spanie z kovalem, nooo u kovala… i poznanie capitana, ktory mowi kocham cie jak nikt nigdy…..(btw nagraj mi sie na poczte :)))))
pozegnanie z mysha…. nie loobie sie zegnac….nie chce….kocham tego mlotka…bardzo…. i tesknic bede straszliwie…. durka z reguly nie placze…. nie okazuje uczuc…. z reguly….a teraz pobyt w domku….. boli, tesknie jush…dzisiejszy dzien pelen jest takich rzeczy, ktorych wolalabym uniknac….peev…mysh….. dziwnie….

nie wazne zreszta… bo wszystko mozna zracjonalizowac….

…..tylko ja jakos nie umiem…nie dzisiaj…..

p.s. o moj Boze, dostalam maila od Dan’a….jak scicska w gardle….

poszlo…

…dzien mija i mija i mija i skonczyc sie nie chce…grzmi… prosze niech spadnie jush ten deszcz….dzisiejsza podroz autobusem….ludzie smutni, totalny upal…. i uroki warszawskiej pragi… jak to sie wszystko pozmienialo przez ten rok…..jak ja sie zmienilam…hmmm….ale coz twardym trzeba byc… coraz bardziej zaczynam sie bronic przed byciem dorosla…. nie chce…komorka nie przestaje dzwonic…. no tak… durka wiiiii….

bo kazdy ma w sobie….

….cos z durki…. o, jestesmy sobie w domq u zoany…. najpierw starowka, male piwko, potem nowy swiat jakies drinki…. i teraz sobie jestem, iska robi francuskie tosty, jabol szuka baterii…franek jest zmeczony…. mysh spi….i umyla sobie nogi…..faaaaajnie….fopa taka…o!
zo wlasnie zamknela okno, anka padla na polowke, aaa….zaraz spadam do domq…. spac…..

no…

…i jestem sobie w Warszawie, przyjechalam na kilka dni……jak milo….w juratce bylo genialnie…ale co za duzo to nie zdrowo, chcialam, jush byc w domku, po tylu tygodniach… ehhh… a ja mam bardzo napiety plan tych 3 dni… nowe i stare znajomosci, wszystko musze opanowac… nio kochani pozdrawiam, buuuziaki

z marketingu…

….okej bo czasu mam nie wiele, i tak, jestem sobie nad morzem…. i jest zajebiscie, wlasnie z moja przyjaciolka siedzimy sobie, tz jest nas 3 ja, ysabell i whiskey….
o!
uroczo….
sweettt… jak mawia ysabell…

pozdrawiam i buuuuuziaki :)

big come back…

jestem w domu, oboz skonczyl sie dzisiaj, tz nie jestem w domq, tylko w pracy… jest jakos dziwnie… wieczorem jade do juraty wiec jakby ktos mnie szukal to jestem na polwyspie…