sytuacja…

…jest pomalu opanowana…dowod osobisty, paszport next month, matura prawie zalegalizowana, certyfikat z british council odebrany, swiadectwo z drugiej klasy liceum jest, ogolna kondycja, po redbullu i kawie sehr gut.
matrix dnia… ide sobie przez galerie mokotow (kosmetyczka…ala!!!!!!!!!), gadam przez telefon z ysabell… i nagle na cos wpadam, okazalo sie ze w salonie, do ktorego ide pracuje taki koles, grubo po 30, ktory byl w juracie w zeszlym roku, troche zniewiescialy, w kazdym razie on i jego kolega, tesh gruuuuubo po 30 probowali sie ustawic ze mna i ysabelll… najpierw my w nocy przebiegalysmy przez ich ogrodek, a potem wpadli na nas w tawernie…. heh… udal, ze mnie nie zna i pobiegl dalej… tia….a ja jutro jade na 2 tygodnie na oboz teatralny…looooool… wiec na razie nic nie napisze… ale za to pozniej, bedzie co do opisywania…
o!
pozdrowienia…jakby co to moja komorka…to hmmm…dziala, wiec ak chcecie to smsujcie i dzwoncie…pozdrawam :)

heh…

….wieeeeeeeeeeeele sie dzieje, pelno spraw do zalatwienia, pelno ludzi, z ktorymi sie musze spotkac… ale staram sie opanowac sytuacje… jak kogos zaniedbalam, to przepraszam…. aaaaaaaalbo jak jestem niesypatic lub cos…. zmeczenie i ciagla pogon za terminami spotkan daje sie we znaki… :)

polska

jestem w polsce, dziwne, megaq matrix… a wlasnie, przylecialam, spotakalam sie z Rodzina i tyle mnie widzieli…. najpierw spotkanko nad wisla…. bardzo milo…. ze mna nie bylo jeszcze tak zle, ale po tylu godzinach niespania zmeczenia zaczelo wygrywac…. potem spotkanie nr.2… co moge powiedziec…. mysalalam, ze sie potne i powiesze…. oczy mi sie zamykaly, nie moglam sie na niczym skoncentrowac… ludzie cos do mnie mowili, i kompletnie ich nie rozumialam… mijanie i rozmijanie sie…jezoooooo myslalam, ze tam umre…. ale nie bylo zle, gdy wbilysmy sie ja i ysabell do victorii…. zreszta niektorzy ludzie mnie zaskakuja… ale to pewnie tak jush jest…. pozatym… dzisiaj odwiozlam ysabelll na stacje…i pojechalam do dentysty…..alaaaaaaaaaaa….teraz jestem w pracy…a wlasnie, ostatnio przekonalam sie ze blog strasznie demaskuje ludzi, w pozytywny i negatywny sposob, szczegolnie gdy pozna ich sie w realu….nom….aaaa wlsanie mialam przyjemnosc (on mial duuuuuuzo mniejsza) poznac siksooooooona… tia….interesujace wydarzenie…
o i tym akcentem zakoncze bo spadam na impree :)

nom…

…i nadszedl ten dzien… dzisiaj wylatuje do polski, za 3 godziny jade na lotnisko, a potem londyn i warszawa-okecie :)
jakby cos, to ja was wszystkich kocham i loobie i sie nie smuccie…
a tak na powaznie… to za 24 godzinki, to pewnie jakis pubik nad wisla… albo cosik innego….doczekac sie nie moge :)))))
pozdrowienia

odliczanie….

…trwa.. coraz blizej do powrotu do Polski !!!! jeeeeeeeeeju…. ale mam treme!!! coraz blizej, doczekac sie nei moge…
mysh i ja sprzatalysmy caly dzien… spakowalam sie !!!! jest dobrze, bardzo dobrze !!!
w miedzy czasie mialysmy maly festiwal piosenki aktorskiej :) tia… nie ma to jak byc dzieckiem teatru, a teraz mysh gdzies zniknela a ja dobie surfuje po sieci…grunt to byc dzieckiem sieci…
a u was wakacje… mam nadzieje, ze bawicie sie dobrze, moje wakacje trwaja od miesiaca, a w sumie sa 4 miesieczne, studentka byc, genialna rzecz, na dodatek mysh stwierdzila dzisiaj ze smutkiem, ze nie bede miec koszmarow o niezdanej maturze !!!!
tesknie do tego mojego miasteczka malego, ale chce jush byc w polsce, wiec do jutra, o!

7 minut..

…tyle czasu zajela legalizacja mojego dyplomu, wiec mili panstwo, mam polska mature !!!!!
czy nie jestescie ze mnie dumni???
po 3 latach „nauki” w szkole sredniej, uzyskalam swiadectwo dojrzalosci…
jestem 100dentka dziennikarstwa !!!!!
mialam taki usmiech na twarzy przez 3 godziny, ze myslalam, ze mysh mnie strzeli….
a co u nas….
nom, upal jest tak straszny, ze zyc sie nie daje… w nocy temperatury i duchota doprowadza nas do rozpaczy….
pozatym wesolo…za dwa dni jestesmy w polsce…
dziwne… wrocic po roku… jush nic nie jest takie samo….
i tak refleksyjnie, dojrzala jush, z matura, studentka wasza :)

dodane pozniej….
co mysh i durka w necie znalazly…

„One day, while I was chodzic in the kuchnia a gupia dupa fell throught the roof. It immediately jumped on the kanapa and knocked over the ogier. Then it ran out the door into the sypialnia and spac a drozdze off the krzeslo. It then knocked a glass off wodka off the coffe table. After 666 minutes of chaising the dupa throught the house I finally caught it and put it outside. It quicley climbed the nearest koniec….”

urocze…

co mysh i durka noca robily…

….dzisiaj widzialam statue wolnosci…. genialnie :)))))
piekny widok, no i most bruklinski…..
plynelysmy statkiem i mysh poszla spac…potem poszlysmy i zrealizowalysmy zakupy…. fajnie….
a teraz czas na zwierzenia… ja i mysh…. i pewien klimat… co z tego wyjdzie???
dowiecie sie w nastepnym odcinku….
ja i mysh…..i…….

aaaaa koty moje ukochane, 5 dni i jestem w polsce…. a potem impreza….
no!

samobojstwo w sieci..

…znalazlam bloga, w ktorym ktos napisal, ze ma zamiar sie zabic, napisal pozegnalna notke…poszedl po sznur…przez dziewczyne…straszne, czy jest az tak zle, ze nie mozna opanowac sytuacji..?…pokazalam to myshy, ta pocieszyla mnie, ze samobojca nigdy nie mowi publicznie o smierci, a potem idzie sie zabic… a ludzie traktuja bloga jako pamietnik… potem surfujac po necie znalazlam wykaz samobojst w wojewodztwie „gdanskim” od 91-02 roku, wiec, nikt jush tera nie zazywa trucizny, malo k to strzela sobie w glowe, wiekszosc osob sie wiesza, zazywa srodki nasenne, albo skacze z wysokosci… uroczo…

mysh i ja udalysmy sie dzisiaj na zkupy, ale moja visa odmowila posluszenstwa, wiec poprzestalam na perfumach…
dzien mija nam leniwie, poproasowalysmy rzeczy i czytalysmy smierc w wenecji manna… mysh zgrabnie ominela opis bohatera, i przeszlysmy do momentu podrozy…. teraz po zjedzeniu sera mozzarella, mamy gloopawke jak zwykle…

a wlasnie konkurs trwa… nagroda jest, czekamy na coraz bardziej kreatywne odpowiedzi… nom, a za tydzien to ja juz bede w polsce…z tego cow iem, to ysabell, tekla, koval & corp na lotnisq…ktos jeszcze?

right on!!!

durka…. a jak myslisz???

nasza gloopawka osiagnela szczyt, aby sie odchamic, udalysmy sie do china town i small italy… lunch w malej wloskiej knajpce..od razu nam pomogl… dzien byl uroczy… china town jest niesamowite…czlowiek czuje sie jak w tokyo…a potem male zakupy…mysh wybrala sie do fryzjera… pani „fryzjerka” chciala zastosowac, krotko z przodu, dlugo z tylu, ale opanowalam sytuacje…i teraz mysh jest piekna i powabna…..
o!

co dwie warszawianki na manhattanie robily…

…dzien pracowity i pelen wrazen….
taaaaaaak… najpierw od rana do godziny 19 robilysmy pranie…misja udana i zakonczona…zadzwonilam do mojego ukochanego kovala…respect… a potem wyruszylysmy do kina na time square…ale tam nie dotarlysmy… pochodzilysmy po sklepach i wrocilysmy do domu….
jak poszlymy do laundry room, to skonczyly nam sie pieniadzze na karcie do prania…i na dodatek mysh zatrzasnela klucze w domu…. nie moglysmy ise dostac…. potem ciagle krzyczala, ze ja wyjmuje pranie i je skladam… bo ona je woli wlozyc do worka…i zrobila mi jakis zielony makaron z czyms na obiad… potem w taksowce doszlam do desperackiego wniosku ” bo ja musze byc dla mojej babci mila, to moze mi mieszkanie przepisze… to sie ja arszenikiem potraktuje, bo m3, w centrum, to nie chodzi piechota”….
nadal mamy giga gloopawke….biedny hidd….
no to ja zaniecham i pozdrowie…. tydzien i jestem w stolicy… ehhhh szczesciarze :)