Jest smiesznie…

…bardzo smiesznie… co prawda neiwiele sie dzieje, ale… weekend minol milo… opalanie, cruzzz z rosa i ogladnie filmow…po 13 duchach, niemoglam spac…a dzisiaj poniedzialek, szkola, trening, zostalo mi 18 dni szkoly yeeeeeeaaaaaaaaahhhh… w piatek parada…jestem ksiezniczka i moj kolor to zloty…hmmm…. co jeszcze… ten we zapowiada sie genialnie, impreza za impreza :))))) boszzz wracam do zycia…aaaa co jeszcze, przeziebilam sie… i nadal jestem na proszkach przeciwbolowych…
o!
tak to wyglada….

Zero…

…wczoraj pojechalam do Portland, jeju…miasto 3 razy mniejsze od ukochanej wawki, a jednak przestraszylo mnie… cholera, zrobila sie ze mnie jakas cowgirl… bo po 2 godzinach mialam dosc, korek, tabuny ludzi, i ta taka anonimowosc…co ja zrobie jak wroce do wawki??? …zle sie dzieje…a dzisiaj, krotka konwersacja z moim padre przez telefon, potem baseball game i maraton koszykarski u qmpla w domu….a teraz siedze i slucham swierszczy, ktore szeleszcza kolo akwarium jaszczurki…freaky…nio a pozatym to ja jush na prawde jestem gotowa na come back do wawki…chce do domu, bardzo chce :)

heh…

J.T: Hey coach i don’t want to play against this girl.. i’ll imbberist her…
Anja: Oh really….
J.T: Really… you’re just a girl.. grow up, get a life…
Anja: What ever dude…
J.T’s coach: So do you wanne play him, you know his our number one…he was third in state last year…
Anja: So, I don’ give a… I mean i don’t care.,…
Score 8:4 for me…

bring it on…..

o a plecy w ogole mnie nie bola :))) po trakiej dawnce lekow, to w ogole nic nie czuje…

Uwielbiam…

…nic nie robic… caly dzien bylam w domu… ciepla kapiel, wygrzewanie sie na sloncu, rozmowa telefoniczna z rodzicami….ale i tak nadal nie moge sie wyprostowac….swoja szosa, to co przeszlam tej nocy.. auuuuuuuuuuuuu…..
nikomu nie zycze…

grunt…

…to byc mna…wasza ulubiona tenisistka (patrz ja) sie uszkodzila…przez 15 minut lezala na korcie i nie mogla sie ruszac…ops… i did it again….heh.. a teraz nie moge sie wyprostowac…ale chilll….sytuacja opanowana…no problem…jutro no school… gorace jakuzzi i looz… w czwartek very importante game…. wiec hmm… oby mi przeszlo….

Poniedzialek….

….nie loobie poniedzialkow… shit… mam tyle zajec w tym tygodniu, ze nie wiem jak sie nazywam…jutro pisze egzamin…..alc…niec trudnego..a jednak sie cykam… cyk, cyk, cyk…w szkole zaliczenie, za zaliczeniem….a i jeszcze trening… i jutro gra w Echo….uuuuuu…..jestem zajeta…. big time…

Czas wolny….

…a raczej jego brak… piatek wieczorem, ja i roza, cruzzz po miescie… sobota, ja i valeria zaupy!!!! ride on… kupilysmy kilka fajnych rzeczy, poznalysmy mega kolesi….po poludniu, usilowanie zlapania konia valerii… hah!!!! sytuacja opanowana…. moj qmpel powiedzial, ze wygladam profesjonalnie na koniu…..nie wiem co to mialo znaczyc :DD
a dzisiaj rano valeria obudzila mnie skaczac po moim lozku…aaaaaaaaaagggggrrrrrrr….pojechalysmy na rodeo…potem ogladanie gry blazers vs. lakers u kumpla w domu :)))
tia….taki niewinny w-e…..
jutro do szkoly :)
ride on….

Liceum…

…rozmawialam z mysha przez telefonike, buuuziaki maua…i powiedziala mi, ze jak bylysmy w pierwszej klasie, to sie mnei bala… ze wszystki panny z mojej klasy sie mnei baly… tz pokazywaly respect…taki RESPECT… big time…milo….nawet bardzo milo…aaaa i jedna panna mnie ninawidzi…chociaz nie mam pojkecia dlaczego… ale coz… niezdawalam sobie sprawy, ze mam taka wladze :))))))
ride on….