Streszczenie…

piatek:
giga cruuuz z Valerie, Val porysowala swoj nowy samochod, wjechal w nia samochod campingowy….impreza u Lorene…Lynn, Dana i ja… fajnie… filmy i muzyka….

sobota:
farma Lynn i ogladanie meczu tenisa… potem hang out at home…

niedziela:
pobodka o 5 rano, przygotowania do komuni Avy…komunia, przyjecie, gra w tenisa i hang out…rozmowa z rodzina przez telefon….troche wstawiony szwagier i father…jurata welcome tooo…ysabelll… jutro szkola…

hmm… to tyle, krotko i tresciwie….
28 stopni celcjusza….duchota….upal…niewyspanie i ogole poirytowanie…

Home, sweet home…

…wczoraj wrocilam do domu!!!! Vicky zasypialam za kolkiem, wiec zatrzymalysmy sie na kawe, po ktorej ja musialam prowadzic….pogadalysmy troche…i jak wrocilam, zobaczylam, ze przyszla paczka, z „akcentami” swiatecznymi od moich Rodzicow :) „Dziekuje bardzo”…co do moich Parentsow, to jade w te swieta niespodzianka!!!! nad morze… do Juraty… szczesciarze….heh…bardzo oryginalny pomysl, biorac pod uwage to, ze jezdza tam kilka razy do roku, wiec Ysabelll drzyj, na pewno wpadniesz na kogos ze mna spokrewnionego, albo i nie….
aaaaaaaaaaa, Valeria, moja kochana Valeria kupilam sobie konia i bedzie robic rodeo i rodzice kupili jej samochod, DODGE NEON ’96, mniejsze to i starsze niz moja toyota, ale przyzwoicie sie nim jezdzi… dalo sie z grata wyciagnac 150 mil/godzine…tylko kolor mnie drazni, bo czerwony….taki strazacki… ale nie wiem….
a teraz bejbisituje w domu, Ave, malego, rozpuszczonego bahora, ale jestem twarda i „opanuje sytuacje”
KOchani, wesolych swiat, mokrego jajka (to zyczenie kieruje do panow) i sacznego dyngusa ;P
buuuziaki wielkie

ZOO…

….z ograniczona odpowiedzialnoscia, tak moznaby nazwac dzisiejszy dzien…ale od poczatku, wczoraj w nocy bylam na genilanym filmie, SHOWTIME…lekka, niezobowiazujaca fabula, w sam raz jak na tydzien swiateczny :D….a dzisiaj ranoprzyjechal jakis tam kuzyn Vicky….tak, tak, ten sam college 100dent co byl na swieta i wpadl na pomysl, ze powinnismy sie razem gdzies wybrac….buhahahhahaha…..razem, w sensie ja i ty???….ale zobaczylam blagalny wzrok Vicky…i Jack zabral mnie do zoo…jezoooooooooooooo co ja przeszlam, chlopak ma chopla na punkcie biologii, botaniki i tym podobnych bzdur…… straszne!!!!!!!!!!!!!!!!!! bardzo straszne!!!!!!!!!!! nawijal non stop, slowem sie nie odezwalam, uhhhh mialam ochote go kopnac…potem zabral mnie na lunch do meksykanskiej knajpki.. . no nie powiem calkiem, calkiem miejsce….ale dalej gadal…. i gadal i gadal…. az wrocilismy do domu….. w samochodzie musialam nastawic muzyke na caly regulator, zeby go nie slyszec!!!!!!!!!!!
a dzisiaj wieczorem nagrywalismy w studiu piosenke…. i jak zwykle mialam racje, spiew to nie moje klocki…..w kazdym razie bylo msiesznie…..teraz pekna mi glowa, ide sobie posluchac…smth smooth, buuuziaki

Mam bardzo duzo wolnego czasu…

…i irytuje mnie to, ze nic nie robie konstruktywnego, tz jest to przyjemne, ze tak jak antecki, leze i slucham muzyki, ale mam takie poczucie, ze powinnam zrobic cos pozatym… faktycznie troche jezdze konno, staram sie cwiczyc, ale jeakos brakuje mi motywacji…nie… motywacja jest, ale jakos tak mi nie wychodzi…. dzisiaj wieczorem moze pojdziemy do kina…ruszymy sie z domu przepelnionego przepysznym jedzeniem, i roznego rodzaju slodyczami…to troche pomoze…hmmm…duzo mysle…nawet cos tam napisalam….. wczoraj wieczorem przyjechali bracia Vicky, maja oni zespol, doszli do wniosku, ze musze dla nich zrobic vocal, a zyje w przeswiadczeniu, ze ostatnia rzecza, ktora powinnam robic jest spiewanie… zobaczymy, maja swoje male studio… to bedzie niezla zabawa….
hmmm…zakoncze jush te notke….
to tyle moi mili…
buuuziaki

Ocean…

…caly dzien spedzilam dzisiaj na plazy !!!!!!!! odpoczelam, opalilam sie. Jest genialnie…heh…najlepsza akcja to surfowanie na falach… sytuacja nie do opanowania…zeslizgiwalam sie z deski… fale mnie przewracaly, ale bylo zajebiscie….uwielbiam surfowac !!! szkoda, ze nasz baltyk jest jak jezioro….akcja dnia, stoje sobie z Ava i Paris przed domkiem plazowym, co prawda bylam w bikini…ale idzie sobie potezna dziewczyna, wiec sie do niej usmiecham, bo sie na mnie patrzyla, a ona na to: „Backoff Barbie”…zglupialam, jak jush to bynajmniej nie barbie… blond wlosow nie mam… heh….ale miala ninawisc w oczach… zrobilo mi sie jej szkoda…. co jeszcze….. hmmm… jutro nie ruszam sie z domu…
aaaa…. co do tych ludzi tutaj, czy to sa przyjaciele….hmmm…..dobrzy znajomi, nie tacy jak w ojczyznie….

buuuziaki

AAAAAAAAaaaaaaaaaaaaaaaa..

Wczoraj wrocilam z zakupuff, na ktorych bylam ponad 12 godzin… kupilam dwie przesliczne sukienki w stylu barokowym, z gorsetem, jedna jest granatowa, a druga kremowo-zlota… ale w drodze powrotnej, ja, Vicky i jej siostra Teresa rozmawialysmy o przyjaciolach… i wlasnie jak to z nimi jest….

Ysabell…znamy sie od wiekow… kazde wakacje spedzamy razem…mamy lepsze i gorsze chwile, ale zawsze jestesmy razem… razem dorastalysmy. zmienialysmy sie, przechodzilysmy przez wiele rzeczy…bardzo ja kocham!!!…wiem, ze moge jej zaufac i na nia liczyc…widzimy sie kilka razy do roku i dobrze, bo mamy czas, aby od siebie odpoczac…uwielbiam jej Rodzine…ona sama jest dla mnie jak siostra…”Kochana bez ciebie, zycie nie byloby takie samo”

Marika….poznalysmy sie rok temu… jest mistrz…nie tylko jazdy konnej juniorow…. mialysmy razem zajecia z jezyka niemieckiego… grupa zaawansowana… hahahahah…jest mega snobem… tak jak ja… a to trudne do znalezienia w zenskim katolickim liceum w warszawie…ulica piekna… kocham ja… mamy razem wyruszyc w podroz po Europie…zobaczymy jak to bedzie…zaprzyjaznilysmy sie troche na przekor naszym Rodzicom..jej muti i vati sa mistrz….. a i co tam…. zeszloroczny wypad do juraty byl super….co w tym roku?

Genek i Mysh…. ta sama klasa… ta sama lawka, wspolne wywody na jezyku polskim… i walka z psychopatycznym nauczycielem historii…piatek…chemia…pola mokotowskie, reds… spiwor i…heh one wiedza o co chodzi… a w czerwcu…ja…mysh….nowy jork…drzyjcie…

czas na panow:

Koval….artysta….ma talent… najlepszy gotarzysta jakiego znam….zyje troche w swoim wlasnym swiecie, ale jak sie go z niego (tego swwata) wyciagnie to jest mistrz…. pamieta o urodzinach, imieninach i dniu kobiet…umie sluchac…kreator paczyn…poprostu pax…moj kontakt ze swiatem zewnetrznym… kocham go bardzo…wlasnie nagrywa plyte, mam nadzieje ze o mnie nie zapomni jak bedzie slawny…luv YA

Burek… Buro… jedyny, wspanialy, facet pelen klasy….jest najlepszy…moja wielka milosc!!!!!!!!….genialne teksty… swietny mc….chlopak, z ktorym przeszlam tyle, ze…heh… nasze miejsca to niesmiertelny VIK, krolikarnia, polamokotowskie i metro… dobrze,ze jest… bo daje czlowiekowi poczucie bezpieczenstwa… dzieki niemu wiem, ze jest ktos na kabatach, kto pomoze i kocha….

iiii…..hmmm….wlodo… zaczelo sie od mega przyazni, ale po konfliktcie interesow, zatrzymalo na stopie kolezenskiej…. najlepszy dj…facet, ktory umie wybaczac… ma bardzo dobre serce, jest pracowity i wartosciowy….zawsze potrafi „opanowac sytuacje”…wie czego chce i do czego dazy….dla swoich przyjaciol gotow wiele poswiecic…

jak wyjezdzalam, myslalam, ze z wieloma osobami utrzymam kontakt, ze mam tabuny przyjaciol….i teraz wiem, ze ci ludzie, o ktorych napisalam sa prawdziwymi i jedynymi przyjaciolmi… kazdego z nich kocham bardzo… chociaz w troche inny sposob… i za kazdego dalabym sobie reke obciac……ci ludzie daja mi pewnosc, ze jest do czego wracac… i daja mi sile, ze jest tam ktos kto mnie kocha…(ofcorsnie oprocz mojej Rodziny)… to bardzo pomaga gdy sie jest tak daleko od domu….dziekuje i kocham….

i tym razem zakonczenie nostalgiczne….buuziaki

Ranczo…

Jestem sobie na ranczu, heh… jechalam tu 3 godziny, bo oczywiscie musialysmy jechac przez portland w godzinach szczytu, jutro jade kupic sukienke na prombal :)))))
i can’t wait… hmmm…. co jeszcze, aaaaaaa w czwartek mialam gre, wygralam 8:1, ride on…. a i jezdzilam konno dzisiaj :))))))

moje zycie jest genialne… za genialne :))
i’m a happy happy hipo, jak to spiewa moja mlodsza host siostra :)

Pierwszy dzien wiosny…

…nie obchodzi sie tu tego swieta…no coz…smutno… zadnych wagarow, taniego wina, pol mokotowskich i paxu…brak… pustka…przygotowania do prombalu trwaja, ide z najpopularniejszym chlopakiem w szkole (yeeeeeeeeaaaaaaaahhhhhhhhhhh) jaradem :)))
super…. w sobote jade kupic sukienke i dodatki :))))
oki kochani wyjezdzam na tydzien wiec nei bede za duzo pisac…
buuuziaki dla was wielgachne :)

Heh…

Ekonomia, siedzimy ja i moj wloch michal numer 1 i sie potwornie nudzimy… w klasie cicho… slychac, tylko gwizdanie wiatr za oknem…glos naszego nauczyciela jest tak strasznie monotnny…po surfowaniu po necie i przeczytanmiu wszystkich mozliwych informacji, patrze na michala numer 1, mega przystojnego 1/4 wlocha i zadaje pytanie:
- Kupisz mi Empire state building
Michal z dosc wyrazna konsternacja:
+To to jest na sprzedaz?
-Tak, odpowiadam z bananem na buzi
+A ile to kosztuje?
-66 milionow euro-
Na co on: + No nie wiem, jak my to urzadzimy…wiesz ile tam mebli bedzie…nie wolalabys cos mneijszego?
-Nie, prosze, to tylko okolo 50 milionow dolarow :)
+Ok, nie ma sprawy…wyjdziesz za mnie.. kiedys wezmiemy slub, tak?
-heh… jasne, kiedys :) odpowiadam,
Potem przez cala lekcje urzadzalismy ponad 100 pietrowy budynek i obliczalismy ile kuchni, sypialni i pokoi bedziemy miec… nie bylo to moze nic specjalnego, oporcz tego, ze ja i michal numer 1 zaczelismy normalnie rozmawiac po dobrych 3 miesiacach….
Nasz plan jest taki, on wyjedzie do Australii i zostanie tam aktorem, i ozeni sie z bogada 98 starsza pania, ktora umrze niedlugo po slubie ( tu pokazuja sie moje 666) a ja wezme slub z bogatym starym 100 letnim miliarderem i wszystkozalatwione :)
fajnie, jak urzadzimy nasz owy dom to zapraszam was wszystkich na impreze….

noooooo a michal numer2, nadal sie do mnei nie odzywa, nie mam pojecia dla czego, ostatnio stalam ponad 2 godziny na wietrze zeby obejzec jego gloopia gre….nie rozumiem go !!!

ach….

dzisiaj CSI, najlepszy serial swiata, a potem ide spac, jutro moja pierwsza home game w tennisa :)

buuuuziaki suonka moje kochane:)
papa

do zakonczenia szkoly zostalo 42 dni!!!!!….szkolne

Klopoty techniczne…

Nie wiem, co sie dzieje z netem, dlaczego e.pl nie dziala????
nie moge sprawdzic poczty, dlatego to jest moj nowy e-mail:
durka666@yahoo.com, jakby ktos chcial :)
wczoraj wygralam najciezszy mecz tenisowy jaki w zyciu gralam…. heh aniu nawet nei czujesz jak rymujesz :)
wiec gralysmy proseta i przegrywalam 0-4, w koncu wygralam 9-7, ale moja noga, ktora zlamalam 4 times, spuchla troche, ale jush ejst lepiej…
wiec kochani pozdrawiam
i buuuuuziaki :)