Matrix tygodnia…

…heh… to moze od poczatku… nasze GAA (girls athletic asosiation) ma tak zwanego advisora Miss Dixon…jest to smieszny maly czlowieczek… myslalam, ze lubi ze mna spedzac czas, bo znam wiecej niz jeden jezyk… jednak dzisiaj okazalo sie cos innego… dalam jej moja karte z ubezpieczeniem…wlozyla ja do siebie do portfela, a poniewaz byla mi dzisiaj potrzebna, zeby wypelnic dokumenty do szkoly… powiedziala, poporstu wyjmij ja z mojej toreki…otworzylam jej portfel i zglupialam… skad ona ma moje zsdjecia jak bylam dzieckiem???
nieuwierzycie…
5 lat temu, kiedy Miss Dixon jechala do swoich rodzicow, ze swoja dwunastoletnia corka ich samochod ulegl wypadkowi i corka zginela..miss dixon prowadzila samochod…czuje sie teraz winna jej smierci…spedziliysmy cala godzine rozmawiajac o tym…
mala wygladala dokladnei tak ja ja..
tz nie, no ja jestem niepowtarzalna… ale ma cos takiego ze mnie… tojak podwojne zycie weroniki… to dziwne uczucie.. widzie kogos tak podobnego.. nie zyjacego jush…
hmmm….. dzisiaj ide z siniorita dixon na kolacje… zobaczymy jak to bedzie…w kazdym razie powiedziala mi, ze od kiedy tu jestem czuje sie jakbym to ja byla jej corka… jak by to byla jakas odskocznia…

a michal… heh… od kiedy go olewam stal sie jakis milszy, i chce ze mna coraz wiecej czasu spedzac…faceci sa dziwni… nie rozumiem ich…..

Heh…

dzien mija mi spokojnie i bez wiekszych emocji…taaak nie wiele sie dzieje…
co do moich zdjec… to nie wiem czy to jest dobry pomysl aby je upubliczniac…. co prawda mam ich wiecej…….ale…hmmm…nie…

nom nie mam z kim greac w tenisa… z wszystkimi wygrywam… pozatym nasza grupa taneczne, calkiem niezle sobie radzi… jest fajnie

kochani buuuziaki
nawet dla ryjka perwersa…

Nic sie nei dzieje…

…kompletnie… dzien stereotypowy…
no moze ni do konca….
zakladamy u nas w skzole grupe taneczno-cheerleaderska… heh… bedzie fajnie…jest to mega pomysl… i tak nei mamy nic inego do roboty, oporcz tenisa i szkoly, wiec przy okazji bedziemy sie mega bawic…
musze posprzatac w pokoju… wszystko mam przemoczone, a wczoraj wrocilam tak pozno, ze nie mialam na nic sily… i na dodatek rosna mi zeby madrosci!!! bozee…. nie, zeby to bolalo. ale czy ja mam na nie napewno miejsce… pozatym martwie sie bartenem i jego sercem!!!!

zreszta…przeczytalam o propozycji sld, zeby zlikwidowac senat…
czy oni wszyscy doszczetnie poglupieli!!!!!
na milosc boska….

ehhh…..

no cozzz…..

przynajmniej nie mam problemow, z chlopakiem, byciem samotnym i nauka, a to polowa sukcesu…

Siedmomilowe buty….

…by;lismy na skuterach. Ja, Michal, nasz advisor Victoria(tak tak nie Vicky, jej siostra, siostrzenica i szwagier…bylo genialnie, jezdzilismy z predkoscia 90-100 mil/h.
Potem Jason (szwagier) ciagnol nas na oponach…. weekend mistrzowski… piekny dom w gurach, ponad 10 stop sniegu…piekne slonce… mili ludzie…. ehhh perfect…wieczorem siedzielismy przy kominku i padaly giga platki sniegu za oknem… goroce piwko, cherbatka….
jednak po tym wyjezdzie wiem jedno… i jetem tego pewna…ja i michal… wiec chyba utrzyamamy sie na stopie kolezenskiej…tylko…no coz tak najwyrazniej mialo byc…
buuziaki

Karnawal…

…byl wczoraj, ja, Lyn, Jenn i Dana poprzebieralysmy sie…ja za indyjska dziwke, jenn za miss fitness, lyn za clowna, i dana za kibica sportowego… bylo swietnie… tak dobrze sie bawilysmy…bylo kilka stoisk, gdzie mozna bylo wygrac rozne rzeczy, ja wygralam dwie zlote rybki, a michal wygral dla nas bilety do kina…
heh michelle baryy powiedziala wczora, ze jestem najgorsza z calej druzyny, jezoooo ale mnie to zajezylo…. myslalm, ze jej przywale, jednak opanowalam sie (jak zadko sie to zdarza) i powiedizlam „skoro jetem najgorsza z calej druzyny nie pwoeinnas miec ze mna zadnych klopotow”… zobaczymy….dzisiaj gramy….
pozatym to jutro chyba pojedziemy na skutery sniezne… tak tak ysabelll… tu chodzi o to, zeby bylo zimno :)))

pozdrowienia kochani i buuuziaki

Journalism…

…taaak wlasnie mam dziennikarstwo i sklejami tygodniowa gazete…nie loooobie tego… wrecz mnei to irytuje… ci amerykanie nie maja pomyslow na ciekawe artykuly, pisza w stylu pierwszoklasistow…no cozzz…..
nie chcem ale muszem…
zreszta zauwazam, ze moj blog, jest ostatnio jakis taki bezplciowy, moze dlatego, ze moje zycie jest takie nijakie… ale nie amrtwcie sie, weekend nadchodzi i spedzam, cale 3 dni z michalem… heh…
moze cos sie wydarzy na skuterach snieznych …

Zycie pelne niespodzianek…

…jak wczesniej wspominalam, jestem teacher asistent w 1 klasie szkoly podstawowoej, i dzisiaj siostra cala napisala do nich list… boszzz bylo to takie wzruszajace nie moglam sie powstrzymac….lzy polecialy mi po policzkach… ten facet byl na prawde wspanialy, pamietal kazda historie, ktora opowiedzialy mu dzieci…

ehh..a po poludniu mialam trening…i kto sie na nim pojawil – michal…

wiec nie wiem czy opowiadalam wam o michelle barry… ma tak zwany cruch na michale, mega crush… latwo sie domyslec, ze mnie nienawidzi… ohwelll…
wiec kiedy dzisiaj pojawil sie na treningu, myslalam, ze sie przewroce ze smiechu..tak piszczala, tak probowala zwrocic na siebie uwage… ze az mi sie jej szkoda zrobilo..
heh ale nich tylko sprobuje go tknac… hehehehehehehehhehe

buuziaki kochani i pozdrowienia

Hormony, mormony i inne wywody…

…dzisiejszy dzien jest jakis dziwny… jestem tak poirytowana, ze to az nie przyzwoite…nudno… nic sie nie dzieje… dzisiaj mam kolejny trening…zobaczymy jak to baedzie….
nadal nei wiem… kto byl tym czlowiekiem, ktory dawal mi czekoladki i takie tam… nie chca mi powiedziec….a dzisiaj znowu mialam dziwny sen… znowu z pewnym panem w roli glownej..

Frustracja…

nie mylic z lustracja… wrocilam z treningu sflustrowana, heh… oni nic nie umieja a to jest moj sport, czesc mnie a oni mi go odbieraja… ja potrafilam grac z taka determinajcja, ze wstawalam o 7 rano po calonocnej imprezie i gralam, a tu wyladowalam z banda debili i jednym „trenerem”, ktory mysli, ze cos umie…
ehh…

:(

buuuziaki

Heee…

….mam wlasnie ekonomie… alc… jest to troche bolesne, bo niezmiernie nudne…wczorajszy dzien kompletnie nic nie robilam… mielismy z michalem pojechac na narty, ale on musial pracowac… a ja… heh… przespalam caly dzien…wieczorem przyszedl michal i pomogl bryanowi rozpakowac telewizor…jest olbrzymi… a nasz domek jest taki malutki….
wiezcorem opanowlam sytuacje u mnei w pokoju, bo zaczynal wygladac jak jaskinia…alc… dzisiaj mam pierwszy trening…zobaczymy….
no coz buuuziaki kochani :)